niedziela, 8 września 2013

Ziemia Zakazana

Ziemia Zakazana jest świeżym zjawiskiem na rynku muzycznym. Powstała w marcu 2013 roku. Nietuzinkowy wokalista ze Śląska – Grzesiek Żygoń – postanowił skumulować siły z młodymi, pełnymi pasji muzykami z Wielkopolski i stworzyć projekt, który będzie odzwierciedleniem różnorodnych inspiracji muzycznych w połączeniu z solidną dawką energetycznego, ciężkiego, rockowego brzmienia. Dopełnienie wszystkiego, to dość refleksyjne i niebanalne teksty, zawierające przesłanie w ojczystym języku. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już 4 maja 2013 światło dzienne ujrzał pierwszy teledysk do utworu pt. „Dla Was piekło”



Zespół bardzo szybko zaczął być dostrzegany przez media, jak również osiągać wyróżnienia na festiwalach i przeglądach (m.in. GramOffOn, Góra Rocka). Szczególnym wydarzeniem dla tak młodej kapeli była możliwość otwarcia sceny Antyradia na MetalFest 2013 w Jaworznie, gdzie został zarejestrowany klip do utworu:
„Inny”

Poza wspomnianym już wokalistą w skład Ziemi Zakazanej wchodzą: Maciej Rosik, Kacper Brzeskot i Szymon Wawrocki, choć początkowo występował z nimi również Michał Wira, który z powodów osobistych musiał zrezygnować. Na szczęście nie miało to odbicia na twórczości zespołu i 22.08.2013 odbyła się premiera internetowej wersji pierwszego minialbumu,


na którym znalazły się utwory: 
„Autor słów”

„Bezimienni”

którego autorami tekstu są Iwona Ćwikła - managerka zespołu oraz wokalista Grzegorz Żygoń. Utwór opowiada o ich przyjaźni i relacjach, czyli o dwojgu ludziach, którzy mimo że są tak różni od siebie, potrafią zrozumieć się bez słów, podobnie myślą, czują i w taki sam sposób patrzą na świat. Siłą napędową kapeli są przede wszystkim marzenia i pozytywny odbiór ze strony odbiorców. Chłopaki wciąż pracują nad nowym materiałem i przymierzają się do kolejnych koncertów. Dzięki zwycięstwu w internetowym plebiscycie ‘Nasze Miasto Gra’ 13 września zagrają w poznańskim klubie ‘U Bazyla’ i jeśli spodobają

sobota, 7 września 2013

SAWBLADE kończy nagrywanie płyty "Reminiscence"! Zobacz 'lyric video' do pierwszego singla!

Warszawski Sawblade jest już na finiszu nagrań pełnej debiutanckiej płyty “Reminiscence”. Album jest aktualnie w fazie miksów w studio Sound Division. Produkcją całości zajmuje się Filip ‘Heinrich’ Hałucha. “Reminiscence” to dziewięć technicznych utworów będących energetyczną, niespotykaną mieszanką amerykańskiego groove w klimacie Disturbed czy Godsmack oraz ostrzejszego grania z rejonów thrash/metalcore. Album trafi do sprzedaży w drugiej połowie września.

Jak mówią sami muzycy - "Reminiscence" to zbiór wszystkich naszych doświadczeń uformowanych w taki sposób by osoba postronna, słuchacz, mógł odebrać te wspomnienia z całą ich mocą – za sprawą wyrazistych tekstów śpiewanych jeszcze silniejszym wokalem, ściany dźwięku gitar i niemalże mechanicznej, brutalnej sekcji rytmicznej. Sawblade nie kryją, iż ich podejście do grania ciężkiej muzyki odstaje od rodzimej sceny. Duży nacisk kładą na wielowątkową melodyjność utworów, refreny nie są jedynie dodatkami.

W sieci można posłuchać już pierwszego utworu promującego album zatytułowanego “Believe” – przygotowanego w formie tzw. ‘lyric video’. Do tego utworu powstanie wkrótce profesjonalny teledysk.


Tak prezentuje się tracklista płyty:
1. Oncoming Storm
2. Before You Leave
3. Disappear
4. Arise
5. This World
6. Sweet Denial
7. Believe
8. Sound of Heaven
9. Kingdom

Skład:
Michał „Roman” Romańczuk ...... wokal, gitara rytmiczna
Marcin Zawadziński .................... gitara prowadząca
Michał „Leszczu” Oleszczuk ........ bas
Michał „Sołtys” Sołtysik .............. perkusja

Oto lista najbliższych koncertów na których będzie można zobaczyć Sawblade:
21.09 - Warszawa, Klub Progresja +Awakening Sun, Locracy, Unanswered
22.09 - Łódź, Luka +Mentally Blind, Eternal Fever
25.09 - Warszawa, Club Rock +Nu Nation, Another Source of Light
09.11 - Tychy, Underground Pub +Hate

Sawblade powstał w 2008r., a w obecnym składzie gra od stycznia 2013r. Muzycy zajmują się szeroko rozumianą muzyką metalową. Odrębny styl i wpływy każdego z członków zespołu sprawiają jednak, że w jego twórczości przewija się wiele różnych brzmień. Muzycy wydali w 2011 roku EP, zawierające 4 utwory, nagrane w olsztyńskim Studio X w czerwcu 2011r, a w lipcu 2013 w warszawskim Sound Division Studio pod okiem Filipa "Heinrich" Hałuchy rozpoczęli nagrania debiutanckiej płyty, która ukaże się w czwartym kwartale 2013r. Utwór „Rise Again” z 2011r. zapewnił zespołowi miejsce w finałowej dziesiątce konkursu „Make More Music” organizowanego przez Empik.


Sawblade zdobył także główną nagrodę w drugiej edycji konkursu „Rock Up Your Life” organizowanego przez studio nagrań „Spot”. Sukcesami są także udane występy w konkursach takich jak Rzeszowski Przegląd Autorski „RzePa” czy Akademicki Przegląd Muzyczny Radia Afera w Poznaniu.Zespół wystąpił na scenach festiwali takich jak Juwenalia Politechniki Warszawskiej 2013, Hyde Park Festival w Radomiu oraz Festiwalu Wszystko Gra w Zamościu. Odcinek programu „Rock Time” poświęcony Sawblade można spotkać w ramówce telewizji EdusatTv oraz Internecie. Grupa gościła także w Otwockiej Regionalnej Telewizji Internetowej LiniaTv.

Trzeci ogólnopolski zlot fanów BLACK LABEL SOCIETY i ZAKK'a WYLDE'a w pubie ROCKY!!!

7-go września w hołdzie Zenkowi zagrają w Płocku m.in. znane Słuchaczom Polisz Czart kapele NEW WAY i RESZTA POKOLENIA


7-go września w Ciechocinku zagrają:MGM, Open Blues, The Cell, Danny Bryant Band i... ZDROWA WODA!!!


wtorek, 3 września 2013

Songsuite Vocal Festival w Londynie już po raz drugi (JazzPRESS wrzesień 2013)


W dniach 21-23 czerwca już po raz drugi Anicie Wardell i Tomkowi Furmankowi udało się przyciągnąć na 238-246 King Street w Londynie liczną rzeszę fanów jazzowego śpiewania. Niewątpliwy sukces ubiegłorocznej – pierwszej edycji Songsuite Vocal Festival potwierdzony znakomitymi recenzjami, które można było znaleźć nie tylko w prasie polskojęzycznej, pozwalał mieć nadzieję, że kolejna odsłona tego wydarzenia przyniesie organizatorom równie przychylne oceny i podobne emocje oraz że kolejne jego edycje na stałe znajdą się w notesach bywalców takich klubów jak Ronnie Scott czy The Pheseantry. Drugi dzień Festivalu i zarazem jedyny, jaki miałem okazję spędzić na muzycznej uczcie wydanej przez Anitę i Tomasza, nie pozostawił żadnych wątpliwości. Organizatorzy z uśmiechem mogą wznieść toast z optymizmem myśląc o przyszłorocznej – trzeciej już edycji.

To, co niemal od razu rzuca się w oczy podczas lektury plakatu tegorocznego Songsuite Vocal Festival, to brak wokalistów. Mimo, że zaproszenie odznaczających się nie tylko pięknym głosem, ale także potrafiących oczarować swoją urodą publiczność pań nie było – jak mniemam – zabiegiem celowym, nie tylko nie zamierzam przez to obniżać oceny wydarzeniu, a wręcz przeciwnie – uważam, iż był to niezwykle intrygujący zbieg okoliczności. Skoro bowiem przed laty Piotr Łyszkiewicz wpadł na pomysł organizacji corocznego „Ladies' Jazz Festival” nad Bałtykiem, to dlaczego raz na jakiś czas nie przeżyć podobnych wrażeń nad Tamizą? Wszak Ludwig Van Beethoven miał rzekomo kiedyś powiedzieć, że muzyka powinna zapalać płomień w sercu mężczyzny i napełniać łzami oczy kobiety.

Agata Kubiak (fot. Monika S. Jakubowska)
Agacie Kubiak, Alice Zawadzki, Juliet Kelly i Brigitte Beraha sztuka ta udała się znakomicie, a gaszenie rozpalonego przez wyżej wymienione damy płomienia odbywało się jeszcze długo przy suto zaopatrzonym barze Polish Jazz Cafe.

Agata Kubiak, to moje tegoroczne odkrycie. Ta mieszkająca w Londynie polska skrzypaczka i wokalistka nawiązująca stylistycznie do kilku z pozoru odległych nurtów muzycznych, posiadająca niezwykle zmysłowy i działający na wyobraźnię głos, w dobrym stylu otworzyła festiwalową sobotę na King Street.


Agata Kubiak (fot. Monika S. Jakubowska)
W jej repertuarze można dopatrzeć się elementów fusion, jazzu, rocka, folku, a przede wszystkim dostrzec jej nieukrywaną fascynację poezją śpiewaną, która wskutek oszczędnej aranżacji była w Polish Jazz Cafe jeszcze bardziej wyczuwalna niż podczas słuchania jej rewelacyjnej EPki „Bipolarity” nagranej z towarzyszeniem świetnych instrumentalistów, spośród których Ralph Brown w opinii brytyjskiego pianisty Anthony Englanda jest jednym z najbardziej utalentowanych wirtuozów tego instrumentu na Wyspach. Tuż przed rozpoczęciem występu Agaty, udało mi się zamienić kilka słów z tą uroczą wokalistką, która dzięki swej młodzieńczej aparycji, mimo iż nastolatką już nie jest, przez siedzących obok mnie widzów za takową była odbierana. Ta łącząca delikatność urody z kobiecą zmysłowością i niepospolitą barwą głosu oraz rzadkim darem wplatania do wokalu skrzypcowych solówek artystka ma - jak sądzę – sporą szansę stać się wkrótce jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistek londyńskiej sceny jazzowej. Nie jest łatwo w dzisiejszych czasach znaleźć zbyt wielu artystów, o repertuarze których można byłoby powiedzieć, że jest unikalny i trudny do zaszufladkowania. Agata jest na dobrej drodze, aby w taki właśnie sposób być postrzeganą i z ogromną niecierpliwością czekam na jej pierwszy longplay i jego koncertową promocję. Krótko po festiwalu dowiedziałem się, że w wieku piętnastu lat Agata śpiewała w kapeli punkrockowej. Nie pierwszy raz okazało się - jak widać - że od punka do jazzu nie jest aż tak bardzo daleko, jak mogłoby się to wydawać. Wszak podczas opublikowanej przed rokiem na łamach JazzPRESS-u mojej rozmowy z Tymonem Tymańskim można odnaleźć następującą wypowiedź twórcy yassu: „U Coltrane’a znalazłem to wszystko, co w punku było bardzo surowe. Potężna dawka energii, świetna instrumentalistyka, jakaś wyjątkowa muzyczna przestrzeń i głębia”.

Alice Zawadzki (fot. Monika S. Jakubowska)
Alice Zawadzki jest dobrze znana Czytelnikom JazzPRESS-u. W marcowym numerze ukazał się obszerny wywiad z tą sympatyczną Angielką z polskimi korzeniami, które zauważalne są prawie w każdej sferze jej życia – od żywiołowego charakteru i braku typowego dla Anglików dystansu podczas pierwszej rozmowy, aż po jej kompozycje, sposób zachowania na scenie i technikę gry na skrzypcach. Nie wiem, czy było to przez organizatorów zamierzone, ale tuż po Agacie Kubiak na scenie pojawiła się kolejna wokalistka ze skrzypcami w ręku.

Wywiad z Alice Zawadzki, jaki ukazał się w marcowym numerze JazzPRESS-u pod:
http://slawek-orwat.blogspot.co.uk/2013/03/w-jazzie-chodzi-przede-wszystkim-o-mnie.html

Alice Zawadzki (fot. Monika S. Jakubowska)
Na tym jednak wszelkie podobieństwa obu pań się kończą, a muzyka Alice wybiega daleko poza ramy jazzu, co nie oznacza, że nie mieści się w ramach muzyki improwizowanej. Nie będę ukrywał, że był to dla mnie bezdyskusyjnie najlepszy i jedyny w swoim rodzaju występ podczas tego wieczoru. Alice nie tylko potwierdziła swoją klasę i należne jej miejsce na londyńskiej scenie jazzowej, ale przede wszystkim tym co wraz z towarzyszącymi jej instrumentalistami pokazała, zahipnotyzowała publiczność od pierwszych do ostatnich chwil występu. Koncert Alice Zawadzki to mieszanina jazzu, folku, muzyki etnicznej i rocka progresywnego, a nieprzewidywalność poszczególnych kompozycji, muzyczne wycieczki do najdalszych zakątków świata oraz rzadko spotykana umiejętność jednoczesnego śpiewu i gry na skrzypcach powodowały nieustanne wybuchy braw i entuzjazm, którego nie widziałem chyba od czasu występu Leszka Możdżera w londyńskim South Bank Centre w roku ubiegłym. Jej koncert to podróż w nieznane, nieustannie zmieniające się klimaty i zaskakujące zmiany tempa. Alice emanuje zmysłowością, a jej silny głos harmonijnie łączy się z charakterystycznym brzmieniem skrzypiec. Krytycy muzyczni porównują ją do Björk, Kate Bush czy Tori Amos, ale po tym co usłyszałem podczas festiwalowego występu, odnoszę wrażenie, że Alice Zawadzki podąża jedynie sobie wiadomą drogą i na pewno nie powiedziała ostatniego słowa w temacie muzycznych poszukiwań.

Juliet Kelly (fot. Monika S. Jakubowska)
Juliet Kelly to artystka wulkan. Odznacza się gorącym temperamentem i zdecydowanie najlepiej z wszystkich występujących tego wieczoru pań potrafi nawiązywać kontakt z publicznością. W opinii londyńskiego Time Out, Juliet to Jedna z tych rzadko spotykanych wokalistek, które poprzez muzykę opowiadają szczere historie, a dzięki połączeniu namiętnego głosu i naturalnego ciepła, któremu trudno się oprzeć, Juliet jawi się jedną z najciekawszych obecnie wokalistek na Wyspach, która mogłaby osiągnąć sukces w niemal każdym gatunku.


Juliet Kelly (fot. Monika S. Jakubowska)
Trudno nie zgodzić się z tą opinią, gdyż stylistyczna różnorodność repertuaru Juliet Kelly - zarówno tego, który wykonała podczas koncertu jak i tego z albumu „Licorice Kiss”, którego nawet piąte wysłuchanie podczas tego samego dnia nie nudzi, stanowi niezaprzeczalny dowód na to, że artystka znakomicie odnajduje się w rytmach od bossanovy („Back To Life”), poprzez balladę w rytmie beguine („Mutual Attention”) aż po reggae („I'm Still Here”). Jej interpretacje takich standardów jak „Here Comes The Rain Again” grupy Eurythmics czy „Tainted Love” Glorii Jones, najbardziej popularnego w wykonaniu Soft Cell, to prawdziwe perełki w niczym nie przypominające bezsensownych kopii oryginałów, jakie często można usłyszeć w wykonaniu wielu przedstawicieli współczesnej popkultury.

Bridget Beraha (fot. Monika S. Jakubowska)
Niewątpliwym atutem Bridget Beraha, której występ zamknął festiwalową sobotę, jest jej wszechstronność i umiejętność takiego operowania głosem, iż sprawia on wrażenie bardziej instrumentu niż typowego wokalu. Jedynym mankamentem tej znakomitej artystki jest znacznie lepszy odbiór jej perfekcyjnie dopracowanych albumów, z których „Red Skies” firmowany wspólnie z pianistą Johnem Turville powalił mnie wręcz na kolana, niż jej występ na żywo. Odbiór audiowizualny występu Bridget pozostawił u mnie niewielki niedosyt. Koncert bowiem to rodzaj show, cokolwiek można pod tym pojęciem mieć na względzie. Nieodzownym elementem udanego show jest umiejętność nawiązania kontaktu z publicznością, co bez wątpienia było udziałem Juliet Kelly oraz owacyjny entuzjazm, jaki towarzyszył występowi Alice Zawadzki. Bridget Beraha zaśpiewała znakomicie i nie pozostawiła cienia wątpliwości, że jest artystką wybitną. Jednocześnie trudno było oprzeć się wrażeniu, że przyznanie jej roli finalistki dnia, nie było najszczęśliwszym rozwiązaniem, zwłaszcza że musiała ona wyjść na scenę tuż po Juliet Kelly, której nieustający dialog z widownią stanowił podstawę jej występu.


Bridget Beraha (fot. Monika S. Jakubowska)
Dzień wcześniej – w piątek na scenie pojawiły się: Trudy Kerr, Anita Wardell wraz ze swym kwartetem oraz znana nie tylko publiczności jazzowej, lecz także słuchaczom Programu III Polskiego Radia Monika Lidke. W ostatnim dniu festiwalu wystąpiła wybitna sława jazzu i niewątpliwie największa gwiazda festiwalu Norma Winston z towarzyszeniem Marka Lockhearta i Garetha Williamsa, artyści związani z Loire Music Showcase oraz po raz kolejny współorganizatorka wydarzenia Anita Wardell.

Popularne jest w Anglii powiedzenie: „third time's a charm”. Z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną – trzecią edycję spotkania wokalistów, na którą Anita Wardell i Tomasz Furmanek – jak mogę przypuszczać – szykują atrakcje, których zapewne nie zdradzą aż do ostatniej chwili.

Organizatorzy Tomasz Furmanek i Anita Wardell (fot. Monika S. Jakubowska)
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że przyszłoroczny festiwal będzie ponownie wielkim świętem jazzu. Tak było przed rokiem, o czym nie omieszkał napisać w London Jazz jeden z najbardziej znaczących brytyjskich dziennikarzy muzycznych Sebastian Scotney. Tak było i w tym roku, o czym osobiście mogę zaświadczyć. Największym osiągnięciem obu edycji festiwalu bezsprzecznie jest fakt, że dzięki współpracy Tomasza Furmanka z Anitą Wardell polscy wokaliści mają możliwość regularnego prezentowania swoich umiejętności przed wymagającą międzynarodową publicznością, a obecność na tej samej scenie czołowych wokalistów brytyjskich nie tylko podnosi rangę wydarzenia, ale przede wszystkim daje naszym artystom możliwość zaistnienia na łamach brytyjskiej prasy oraz w najlepszych salach koncertowych Londynu. Tomasz Furmanek przyznał na łamach czerwcowego JazzPRESS-u, że jednym z założeń festiwalu jest integracja brytyjskiej i polskiej sceny jazzowej ze szczególnym uwzględnieniem tych polskich artystów, którzy żyją i tworzą na terenie Wielkiej Brytanii. Songsuite Vocal Festiwal w zamyśle organizatorów służy także przyciągnięciu międzynarodowej publiczności do znanego dotychczas głównie wśród polskich fanów jazzu klubu, co w konsekwencji stanowi szansę na skuteczną promocję polskiego jazzu na Wyspach. Dodatkowego smaczku przyszłorocznej edycji festiwalu dodaje owiane - jak na razie - mgłą tajemnicy i będące ulubionym tematem do rozważań w polskim środowisku jazzowym miejsce tego wydarzenia. Dokąd Anita i Tomasz zaproszą nas w przyszłym roku? Myślę, że na to pytanie odpowiedź poznamy niebawem.

 Wywiad z Tomkiem Furmankiem, jaki ukazał się w czerwcowym numerze JazzPRESS-u pod: