wtorek, 17 kwietnia 2018

Andrzej Tadeusz Serdeczny - ten, który zapomina siebie teraz.

Alkohol, kobiety, muzyka i życie - to namiętności artysty, poety i prozaika - Andrzeja Tadeusza Serdecznego, które znajdują swoje ujście w poetyckich, niepoetyckich obrazach. Obrazach niewyrazistych jak... twarz kobiety - anioła, w którą zatapia istotę duszy, i wyrazistych, jak szara rzeczywistość, malowana piórem na pożółkłym papierze dni. Od czternastu lat mierzy się na rękę z ziemią i niebem, przyznając: "W jarzeniowym świetle popsutego nieba, potykałem się o aureolę ulicznej nocy. Mosiężna dusza tłukła w kocie łby jak moździerz. W prawej dłoni ściskałem całą nędzę, bojąc się, by nie osiadła wilgocią na bruku." Poczucie nędzy egzystencji ma swoje źródło w poetyckiej świadomości pielęgnowania oddechu, wiernego druha jaźni.

Zdawać by się mogło, że życiowa droga artysty i jego wybory zaprowadzą go w zgoła inne zaułki. Studiował budownictwo na Politechnice Wrocławskiej w Wałbrzychu, mieście rodzinnym, w którym wylęgły się pierwsze myśli. Jako niespokojny duch nie potrafił jednak poświęcić się nauce. Porzucił studia i wyjechał do Irlandii, w której mieszka do dziś. Nędza egzystencji to jeden z wiodących motywów twórczości Andrzeja Tadeusza Serdecznego. Świadomy rządzącej światem entropii, zarówno szydzi z gasnących gwiazd, jak i oddaje im hołd w potocyźmie słów. Zdaje sobie sprawę, ze ostatnią kochanką, która weźmie go w ramiona, będzie śmierć. Nie dlatego, że grzebał zmarłych. Notabene - pierwszym zajęciem poety w Irlandii była posada grabarza. Świadomość ta zrodziła się w niepokoju duszy i samotności, które zarówno przeklina, jak i przygarnia silnym ramieniem pracownika budowy, dla którego prace remontowe do dziś stanowią źródło utrzymania na emigracji.

W jednym z wierszy pisze: "a ja patrzyłem w te oczy i widziałem więcej niż powieki wieków - piękno". Można by dyskutować, czy wspomniane oczy należą do kochanki - miłość jak nędza czy śmierć spowija pióro poety, czy do największej życiowej namiętności - sztuki żywego słowa, które lęgnie się w okolicach żeber i zostaje spisane drżącą od wzruszenia ręką. Pisanie, tworzenie, odtwarzanie, kreowanie... to, niewątpliwie, po wieki wieków piękno. I to właśnie piękno w poezji artysty zostało docenione w V Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Mariana Jachimowicza, nagrodą specjalną Jury. Urodzony w Wałbrzychu, dnia 26 września 1979 roku, w chwilach uniesień przyznaje: "jestem tym, którym zapomina siebie teraz". Niech to nas, Czytelników, jednak nie zwiedzie. Między świtaniem a świtaniem, artysta dotyka żelazną dłonią i ptasim sercem żłobień nocy i dnia, wskazując, że nie zapomina. Poeta nie zapomina - "męczy [go] akt urodzenia". Spytawszy artystę, jak należy rozumieć jego twórczość, być może usłyszymy: "wolność (...) i nie chodzi wcale o słowną reprezentację, językowe kody (...) chodzi o nią". Sam mówi o sobie: "jestem jednogroszówką, spadającą zawsze na rant". W tych kilku słowach zawiera się cała esencja twórczości tego współczesnego poety, esencja, która nie opuszcza go nawet wówczas, gdy przymyka powieki świadomości, by usiąść na gałęzi snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz