niedziela, 1 kwietnia 2018

Andrzej Tadeusz Serdeczny - Wizyta u Kręgarza

Napotkany w barze mlecznym kolega polecił mi znakomitego, jak to określił, kręgarza, dodając na zakończenie naszego spotkania - Stary, zapomnij o całej reszcie, tylko On! To najlepszy gość w okolicy. Umówiłem więc wizytę na następny dzień. Zakład rehabilitacyjny mieścił się w przerobionej piwnicy/garażu osiedlowego budynku. Pukam, wchodzę, Starszy pan pod siedemdziesiątkę, dwa razy mniejszy ode mnie. 

Pomieszczenie cztery metry na pięć, a w tym pomieszczeniu!? Dosłownie Wszystko. Poczułem się jak w małym sklepiku arabskiego alchemika z powieści Paolo Coelho. Każdy cal podłogi, ścian i sufitu był zagospodarowany. Stare gumy, pasy do rozciągania, klatka bez ptaka, dwa łóżka do masażu z lat, być może 40-tych, skórzana piłka lekarska, być może z 19-go wieku, przybrudzone lalki rekwizyty, leżące w odpowiednich pozycjach rehabilitacyjnych, mechaniczne wyciągarki własnej roboty z ciężarkami odlewanymi z metalu, też własnej roboty. Kawałki układów kostnych, szkielet ludzki (być może autentyczny), jakieś podczepione pod sufit rekwizyty niewiadomego pochodzenia i tajemniczego przeznaczenia. Wszystko to wprowadziło mnie w ezoteryczno bajkowy nastrój. W pewnym momencie dostrzegłem w tym uporządkowanym chaosie małe biurko, a na nim starą maszynę do pisania, z czystą kartką papieru w podajniku. Pan zapytał co mi dolega. Odpowiedziałem, że mnie tu trochę wykrzywia, że czasem tak a tak rypie, kiedy robię to a to. Pan przytaknął łysą głową, po czym powiedział - rozumiem, muszę teraz sprawdzić odruchy, proszę opuścić spodnie i majtki - to może ściągnę buty najpierw? - Nie, opuść spodnie tylko - powiedział sympatyczny dziadziuś, przechodząc na "Ty".


Opuściłem więc spodnie oraz majtki i stałem jak mały chłopczyk, który robi siusiu pod drzewem, czując się trochę jak bezbronna duża gapa. Dziadziuś wyciągnął z kieszonki niebieskiego fartucha długopis i zaczął mnie nakłuwać symetrycznie po nogach, brzuchu oraz członku, badając reakcje na ukłucia. Wszystko było chyba dobrze, tak mi się zdawało, natomiast dziadziuś miał jeszcze jeden rodzaj testu w zanadrzu, mianowicie ciągnięcie za jądra.

Powiedział do mnie - a teraz pociągnę po jednym jądrze, a Ty mi powiesz, czy odczuwasz jakikolwiek ból  - odpowiedziałem - wie pan, ja w zasadzie sprawdzam to sam codziennie przed spaniem, jakoś tak odruchowo ....- dziadziuś jednak sprawdził i wytłumaczył mi - zauważyłem u pana brak reakcji na muśnięcie po pachwinie, nie podskoczyło żadne z jąder (?!), czasem bywa tak, że przy odpowiednim długotrwałym ucisku na nerw członek potrafi zmniejszyć objętość i długość, oraz mogą pojawić się niekontrolowane wytryski - Rozumiem panie doktorze (nazwałem go tak chociaż nim chyba nie był), natomiast nie mam z tym żadnego problemu póki co. - tak, tak, ale partnerka to może zauważyć - dodał dziadziuś.- nie miałem ochoty z nim gadać o partnerkach, co o tym wszystkim myślę, i że generalnie miałbym to gdzieś, i niech mnie tu k... dziadziuś nie straszy, bo i tak już nie ma czego pomniejszać ani skracać. Odpowiedziałem więc krótko, że rozumiem, dziękuję za poradę, że dobrze jest o tym fakcie wiedzieć, jeżeli miałby nastąpić. Potem była seria prądem po nogach i plecach, podanie diclofenacu laserem do organizmu przez skórę (technologia z gwiezdnych wojen w którą nie uwierzyłby nawet mój sześcioletni synek), a na koniec moje nogi zostały uwięzione w stalowej ramie.


Dziadziuś siadł obok mnie na łóżku, wcisnął pstryczek i wyciągarka zaczęła unosić nogi i tułów w górę, na zasadzie pozycji w jakiej sypiają nietoperze. Dziadziuś w międzyczasie dał mi wycinki ze starych gazet ze zdjęciami jak dźwigać, siadać i kochać się z kobietą w czasie bólów kręgosłupa. W pewnym momencie poczułem, że nie mam z nim szans w tej pozycji, że mógłby mi jebnąć młotkiem w głowę, włożyć knebel ze szmaty w usta (lub coś gorszego) i zawlec mnie do piwnicy.

Pomyślałem sobie o scenie z Pulp Fiction. Dobrze, że mój ojciec czekał w aucie na zewnątrz, o czym poinformowałem dziadziusia niby przy okazji. Kiedy tak zwisałem głową w dół, dziadziuś zasiadł do maszyny (!) i zaczął wystukiwać na niej moje dane wraz z rozpoznaniem - to proponuję jeszcze co najmniej trzy wizyty przed pańskim wyjazdem, następna dzisiaj o dwudziestej, a potem w niedzielę - wie pan, jednak chyba nie wyrobię się w ten weekend, mam umówione spotkania ze znajomymi z facebook'a, ale będę w marcu, to wezmę dziesięć wizyt. Ile się teraz należy? - sto złotych za dzisiejszą wizytę poproszę - proszę bardzo - a dlaczego sto dwadzieścia pan mi daje? - a to napiwek na dobrą herbatę - a, to w takim razie dziękuję bardzo - na zdrowie. Wsiadłem do auta, ojciec mnie zapytał - no i jak, pomógł Ci ? - Nie chciało mi się za bardzo tego wszystkiego opowiadać. Odpowiedziałem mu, że średnio. Chociaż z drugiej strony (pewności nie mam) być może dostałem lub też darowano mi nowe życie, tylko dlatego, że nie byłem w typie dziadziusia. Kiedy jechaliśmy autem do domu, słońce dawało tak mocno, że opuściłem osłonki na przedniej szybie, ale to nic nie dało. W końcu słońce to duży obiekt i potrafi konkretnie naparzać. Gwiazda świeci, a mnie boli w krzyżu, pomyślałem, że jest naprawdę dobrze.

***

Alkohol, kobiety, muzyka i życie - to namiętności artysty, poety i prozaika - Andrzeja Tadeusza Serdecznego, które znajdują swoje ujście w poetyckich, niepoetyckich obrazach. Obrazach niewyrazistych jak... twarz kobiety - anioła, w którą zatapia istotę duszy, i wyrazistych, jak szara rzeczywistość, malowana piórem na pożółkłym papierze dni. Od czternastu lat mierzy się na rękę z ziemią i niebem, przyznając: "W jarzeniowym świetle popsutego nieba, potykałem się o aureolę ulicznej nocy. Mosiężna dusza tłukła w kocie łby jak moździerz. W prawej dłoni ściskałem całą nędzę, bojąc się, by nie osiadła wilgocią na bruku." Poczucie nędzy egzystencji ma swoje źródło w poetyckiej świadomości pielęgnowania oddechu, wiernego druha jaźni. Zdawać by się mogło, że życiowa droga artysty i jego wybory zaprowadzą go w zgoła inne zaułki. Studiował budownictwo na Politechnice Wrocławskiej w Wałbrzychu, mieście rodzinnym, w którym wylęgły się pierwsze myśli. Jako niespokojny duch nie potrafił jednak poświęcić się nauce. Porzucił studia i wyjechał do Irlandii, w której mieszka do dziś. Nędza egzystencji to jeden z wiodących motywów twórczości Andrzeja Tadeusza Serdecznego. Świadomy rządzącej światem entropii, zarówno szydzi z gasnących gwiazd, jak i oddaje im hołd w potocyźmie słów. Zdaje sobie sprawę, ze ostatnią kochanką, która weźmie go w ramiona, będzie śmierć. Nie dlatego, że grzebał zmarłych. Notabene - pierwszym zajęciem poety w Irlandii była posada grabarza. Świadomość ta zrodziła się w niepokoju duszy i samotności, które zarówno przeklina, jak i przygarnia silnym ramieniem pracownika budowy, dla którego prace remontowe do dziś stanowią źródło utrzymania na emigracji. W jednym z wierszy pisze: "a ja patrzyłem w te oczy i widziałem więcej niż powieki wieków - piękno". Można by dyskutować, czy wspomniane oczy należą do kochanki - miłość jak nędza czy śmierć spowija pióro poety, czy do największej życiowej namiętności - sztuki żywego słowa, które lęgnie się w okolicach żeber i zostaje spisane drżącą od wzruszenia ręką. Pisanie, tworzenie, odtwarzanie, kreowanie... to, niewątpliwie, po wieki wieków piękno. I to właśnie piękno w poezji artysty zostało docenione w V Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Mariana Jachimowicza, nagrodą specjalną Jury. Urodzony w Wałbrzychu, dnia 26 września 1979 roku, w chwilach uniesień przyznaje: "jestem tym, którym zapomina siebie teraz". Niech to nas, Czytelników, jednak nie zwiedzie. Między świtaniem a świtaniem, artysta dotyka żelazną dłonią i ptasim sercem żłobień nocy i dnia, wskazując, że nie zapomina. Poeta nie zapomina - "męczy [go] akt urodzenia". Spytawszy artystę, jak należy rozumieć jego twórczość, być może usłyszymy: "wolność (...) i nie chodzi wcale o słowną reprezentację, językowe kody (...) chodzi o nią". Sam mówi o sobie: "jestem jednogroszówką, spadającą zawsze na rant". W tych kilku słowach zawiera się cała esencja twórczości tego współczesnego poety, esencja, która nie opuszcza go nawet wówczas, gdy przymyka powieki świadomości, by usiąść na gałęzi snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz