niedziela, 4 czerwca 2017

Darek Klimaszewski - W cieniu układu









Polsat Super Hit Festiwal 2017 ,można ocenić stwierdzeniem: wszystko już było i nic nowego się nie zdarzyło. Festiwal zaczął się i skończył wg powiedzenia: "miało być tak pięknie a wyszło jak zawsze". Występ wychudzonej do granic dobrego smaku Chylińskiej, która ewidentnie miała problem z dykcją w refrenach, zawiódł wielu jej wiernych fanów w tym mnie. Jej maniera śpiewania na „maskę” nie zawsze daje zamierzony efekt. Do tego doszła przesadzona gestykulacja wokalistki nie mająca odzwierciedlenia w zaśpiewanych przez nią utworach. Efekt raczej żałosny. Potem było tylko gorzej. Duet Bajor z Wyszkoni z bardzo nieciekawym utworem obronił się tylko dzięki głosowi Ani. „Miszcz” Bajor mający niewątpliwie zdolność do dramatycznych zaśpiewów tu poległ z kretesem i był kompletnie bez wyrazu.


fot. Artur Grzanka
Sylwia Grzeszczak postanowiła iść za ciosem śpiewając tym razem tylko przy akompaniamencie gitary kolejny utwór podobny do pierwszego, drugiego, trzeciego itd. Nie jestem zdziwiony tym, że dzięki takim popisom utytułowanych wykonawców disco-polo zaorało rodzimą scenę muzyczną. Rock, blues, czy jazz to gatunki, którym już dawno postawiono tamę na występy festiwalowe Polsatu czy TVP, bo teraz Zenki Martyniuki mają głos jak polska długa i szeroka. Piosenki Weekendu, Akcentu itp. mają tyle wyrazu i przekazu, co rycząca krowa na pastwisku, ale są dziś pożądane przez wszystkie telewizje i radiowe stacje, bo przynoszą szmal od reklamodawców. Swój „wybitny” numer "Oczy zielone", który Zenek kilkakrotnie określał na festiwalu mianem „pioseneczka”, cieszył wszystkich, mnie nie! Występ zespołu Dżem z próbą nowej aranżacji niewątpliwie wspaniałych utworów zabrzmiał żałośnie tym bardziej, że  z beznamiętnie śpiewającym wokalistą. Mnóstwo ludzi pamięta Ryśka Rydla i nie da się tego oszukać. Sarsa, której wróżono wielką karierę, wypadła blado i ponadto musi popracować nad dykcją, bo w refrenach podobnie jak u Chylińskiej nie można było zrozumieć, o czym śpiewa. Wisienką na torcie miał być występ T. Love. No cóż... Grześ Markowski śpiewa: „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść”. T. Love nie wie o tym już od kilku lat. Pominąłem świadomie kilku artystów z dnia pierwszego, bo nic nie można o nich nic napisać poza tym, co napisałem o pozostałych.


Dzień drugi nie przyniósł zaskoczenia (pozytywnego). Koncert Radiowy Przebój roku był przewidywalny, ale na pewno nie porywający. Jedynie koncert Ewy Farnej z okazji 10-lecia jej twórczości można zaliczyć do naprawdę bardzo udanego. Polska scena muzyczna niezmiennie od lat okupowana jest przez tych samych artystów. Oczywiście pozostaje pytanie bez odpowiedzi - dlaczego oni? Dlaczego brak jest charyzmatycznych wykonawców, którzy gwarantują niezapomniane przeżycia i potem przez lata kształtują gusta słuchaczy. Może we współczesnym czasie nie ma dla takich miejsca? Przez lata festiwale w Opou czy w Sopocie wyludniały ulice miast i wsi. To było wielkie święto muzyki! Tam tworzono polską muzyczną historię. Można było powiedzieć niemal o każdym artyście występującym na tych festiwalach, że jest zaskakujący, nieprzewidywalny i na pewno nie nudny. Tymczasem od kilku lat na festiwalach dominują bylejakość, nuda i sztampa. To już nie jest święto, a jedynie biznes obliczony na to, aby macherzy od mediów mogli nadal zarabiać grubą kasę poprzez odpowiednie sterowanie rynkiem muzycznym dla własnych celów. Na zapytanie dlaczego brakuje obecnym gwiazdkom tego wszystkiego, co miały gwiazdy poprzednich dekad, można by odpowiedzieć: bo kasa Misiu, kasa... Polacy nie będą mieli dostępu do nowych trendów muzycznych i ich wykonawców, bo cały obecny muzyczny biznes tkwi w „układzie”. 

Układ zaczyna się na poziomie rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych. To tam kreatorzy decydują o tym, co będzie grane. Wytyczne są zawsze jasne. Mają przynieść jak największe zyski od reklamodawców, więc nie ryzykuje się prezentacji często znakomitych utworów od nieznanych wykonawców. Idzie się na sprawdzone... Mamy więc zawsze te same gwiazdy, tylko pory dnia się zmieniają. „Świeżak” co najwyżej może sobie wykupić czas antenowy i zapowiedź prezentera (stać na to nielicznych) za gigantyczne pieniądze.


Ale „Świeżak” może zagrać na koncertach, których jest bez liku w całej Polsce. Otóż nie zagra, no chyba, że dopłaci ze swojej kieszenie za transport, hotel i dobrą wolę akustyka nagłaśniającego imprezę, bo o jakiejkolwiek gaży może sobie tylko pomarzyć. Dziś organizację większości imprez zleca się agencjom, a te nie są zainteresowane koncertami mało znanych artystów, bo ich gaże są po prostu za niskie. A jak to mówią z niskiej gaży „i Salomon nie naleje”, a co dopiero organizator.


Powszechnie znane jest powiedzenie w stylu: ”koncert grasz za tyle, ale dostaniesz tyle”. Gwiazdy się na to godzą, bo ich stawki i tak zaczynają się od min. 10-tys. za koncert, a bywa że niektórzy z nich „zahaczają” o ponad 50, 100 i więcej tysięcy. Zawsze jest więc margines „na tyle” dla organizatora. Układ dotyczy także firm wynajmujących sceny, nagłośnienie, świtała itd. Tam też funkcjonuje „tyle i tyle”. Gdzie w tym układzie znajdzie się miejsce dla„ Świeżaka”? Otóż nie znajdzie się. Oczywiście, że mało znani wykonawcy mogą dla zaspokojenia swojej ambicji i pokazania swojego dorobku na scenie godzić się na występ za tzw. „kebab i piwo” lub w desperacji dopłacić organizatorowi do swojej prezentacji, by ten w swojej łaskawości „dopchał” „Świeżakiem” swój program. Obecnie nam „panujący” rząd w swoich hasłach wyborczych zapowiadał, że po stworzeniu Mediów Narodowych nastąpi nareszcie pełny do nich dostęp dla polskich wykonawców, także tych dziś mniej nieznanych. Niestety wybory prezesów i dyrektorów TV i P.R. pozbawiły raczej złudzeń na to, że nastąpi „dobra zmiana” dla polskiej muzyki. Zapowiadał taką zmianę Tomasz Wybranowski kandydując na prezesa Polskiego Radia, ale nie został wybrany, a wierzę, że właśnie On spełniłby swoje obietnice. Cóż... wypada poczekać nam na lepsze czasy dla polskiej muzyki. Pytanie tylko czy nadejdą?

Notka o autorze:

Darek Klimaszewski - gitarzysta, kompozytor, autor tekstów, założyciel RegresGroup. Pokolenie muzyków wczesnych lat 80-tych Reaktywował swój zespół w 2014 roku, aby kontynuować to, co zaczął w latach 1981-1984. Pozostaje nadal wierny muzyce hard-rock-metal. espół ReGReS-group założył w 1981 roku z miłości do rocka Wcześniej próbował grać różne style muzyki ale hard-rock-metal był tym kierunkiem, któremu już na zawsze pozostał wierny. Początki jak zawsze nie były łatwe dlatego pierwszy skład nie miał wokalisty i drugiego gitarzysty: Dariusz Klimaszewski - gitara /założyciel zespołu, Jarosław Łukomski - perkusja (dziś znany i ceniony perkusista w grający w USA), Waldemar Bińczyk – gitara basowa W 1982 roku skład grupy został zmieniony i powiększony: Dariusz Klimaszewski - gitara, Piotr Stefańczyk - gitara, Ryszard Krupa - gitara basowa, Piotra Jabłoński - perkusja, Grzegorz Werłoz - wokal (odszedł z zespołu 1982 roku), Waldemar Neuman - wokal. W 1983 roku zespół opuścił basista Ryszard Krupa, a jego miejsce zajął Cezary Byrski. Od początku swojej działalności zespół był zorientowany na tworzenie i granie muzyki hard-rock-metal. Pierwsze publiczne koncerty grupa zagrała na scenach byłego woj. jeleniogórskiego, a następnie związała się występami z zespołami z Wrocławia: Easy Rider, CDN, Solid body, Vincent van Gogh (koncerty Jelenia Góra i Wrocław). W 1982 roku ReGReS-group wystąpił jako jedyny zespół z Dolnego Śląska na festiwalu Kart-Rock w Jeleniej Górze, gdzie zagrały takie zespoły jak Perfekt, Maanam, Republika, Lombard czy TSA. W latach 81-84 z powodzeniem zagrał w Polsce ok. 200 koncertów. Zespół zawiesił swoją działalność w II-ej połowie 1984 roku po tym, jak nie doszła do skutku trasa koncertowa po Niemczech (zablokowana przez ówczesne władze PRL). Przebojami zespołu w tamtym czasie były utwory: Czerwony Kapturek, Śrubki, Karawana, Pociąg do e-S. Niestety z tamtego okresu nie zostały zachowane żadne zarejestrowane na nośnikach audio-video materiały. W połowie 2014 roku Darek Klimaszewski postanowił reaktywować zespół, miał napisanych kilka kompozycji i tekstów i postanowił je wykorzystać. Początki nie były łatwe jako że lider odstawił gitarę na 27-lat. Musiał więc uczyć się na niej gry niemalże od nowa. Wracając z ReGReS-group chciał - jak wspomina - udowodnić, że granie dobrej muzyki rockowej zawsze znajdzie fanów. I znajduje!


Ogółem kilkanaście tysięcy odsłon utworów ReGReS-group na youtube jest tego najlepszym dowodem. Dziś kompozycje Darka nadal nawiązują do stylu rocka lat 80-tych, tyle że utrzymane są w nowocześniejszej formie aranżacji. Zespół jest obecnie w trakcie przygotowywania wspólnej trasy koncertowej po Polsce z amerykańską grupą STIGMATA.

Obecny skład:
Dariusz Klimaszewski – gitara
Dawid Jędrzejczyk – gitara, wokal
Tomasz Klimczak – perkusja
Justyna Jewula – git. basowa
Krzysztof Wołukanis – wokal
Małgorzata Rostoczyńska-wokal


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz