wtorek, 13 czerwca 2017

Darek Klimaszewski - Podziały i układy to dzisiejszy show biznes.









O gustach się nie dyskutuje - powiedzenie stare jak ten świat. Więc nie o gustach będzie tu mowa, a o podziałach i udziałach w naszym ryku muzycznym. Rynku, który dziś jest wyjątkowo podzielony, pozbawiony empatii z nastawieniem tylko na „wyścig szczurów”. I pomyśleć, że jeszcze trzy dekady wstecz było zupełnie inaczej. Biznes muzyczny był swoistą piramidą, w której funkcjonowały jasne reguły. I tak spód tej piramidy tworzyli młodzi ambitni, chcący grać wszystko, co dostępne w muzie. Za czasów tzw. komuny domy kultury, świetlice zakładowe, klubo-kawiarnie, szkoły, remizy itd. były miejscem, gdzie muzycy amatorzy mogli grać i ćwiczyć (komu to przeszkadzało?).


Wyżej byli klezmerzy, a wśród nich elita grająca na Zachodzie (to była kasa!) i na dancingach. W każdym mieście, miasteczku funkcjonowały lokale z dancingiem, a w całym kraju było ich kilkanaście tysięcy. Granie na dancingach wiązało się ze stałym zatrudnieniem i „bokami”, które codziennie przewyższały nierzadko miesięczną pensję. Grałem czasem jako gówniarz na zastępstwie jakiegoś dancingowego muzyka. Każdorazowo przeżywałem szok, kiedy płacono mi dniówkę z „boków”. Niżej dancingowców klasyfikowały się zespoły weselne oraz te grające na wszelkiego rodzaju potańcówkach. Tam zarobki były zdecydowanie niższe, co nie znaczy, że kiepskie. Pod koniec lat 70-tych pojawili się disc dżokeje uważający, że są ponad tę muzyczną brać. DJ „grał” z winyli niezwykle trudno dostępnych na krajowym rynku. Płyty z zachodnią muzą były przedmiotem marzeń wielu, niestety dostępne dla tak niewielu.


Ci, co mieli do nich dojście, byli „kimś” liczącym się w DJ branży. Następni w piramidzie byli filharmonicy oraz estradowcy. Nad nimi wszystkimi królowały gwiazdy scen festiwalowych, telewizyjnych, radiowych oraz koncertowych. Co ważne - nieomal wszyscy wymienieni musieli przejść weryfikację i mieć nadaną kategorie, którą przyznawało Ministerstwo Kultury i Sztuki, no chyba że legitymowali się dyplomami ukończenia szkół muzycznych lub studiów o kierunku muzycznym. Weryfikacje wraz z przyznaną kategorią ustalały w tamtych czasach stawki dla muzyków i DJ.


Dziś mamy wolny rynek, w którym zdolności i umiejętności decydują o tym, czy dany wykonawca zarobi grosz, czy też nie. Tyle, że ten wolny rynek kończy się wyłącznie na dolnym poziomie piramidy. Wszystko co jest wyżej, podlega niestety pod określony system rozdzielczy będący w rękach dużych graczy jak media, agencje, organizatorzy imprez. Artysta nie związany z tymi graczami nie ma praktycznie szans na jakąkolwiek karierę, no chyba że ma bogatego sponsora. Z wielu rozmów przeprowadzonych z artystami wyłania się ponury obraz ich walki o scenę, walki o przeżycie. Mnóstwo znakomitych muzyków i wokalistów kończy w weselnych czy eventowych kapelach grając do przysłowiowego kotleta. Ci, którzy uparcie dążą do scenicznej kariery, bardzo często funkcjonują tylko dzięki pożyczkom od najbliższych lub zaciągniętym kredytom. Dzisiejszy muzyczny show biznes to podziały na tych, którzy zarabiają i na tych, którzy marzą o zarabianiu, na tych, co tkwią w określonym „układzie” i na tych, co w tym układzie się nie mieszczą.


Wszechobecna korupcja toczy od lat muzyczną branżę .”Jak się da”, to się załatwi... koncert, występy w mediach itd. itp. „Jak się nie da”, to będziesz grał „za piwo” w „Pcimiu Dolnym”. Dlatego tytuł tego felietonu mógłby też brzmieć „podziały i udziały”. Grałem ze swoją kapelą koncerty w latach 80-tych. Wtedy nikt nie oczekiwał od nas abyśmy odpalali działki z gaży, nikt nie chciał łapówek za promocję. Nikt też nie stawiał warunków w stylu”jak się da, to się załatwi”. Płacono różnie, bo raz lepiej, raz gorzej, ale nikogo nie dzielono na tych „poukładanych” i tych spoza układu. Każdy miał dostęp do sceny, jeśli tylko mógł tej scenie coś zaoferować. Dziś wybiera się wykonawców do grania muzy nie pod kątem ich potencjału, ale wyłącznie pod kątem kasy jaką można na nich zarobić. Przecież lepiej jest wziąć „zgranych” do cna wykonawców z jeszcze głośno brzmiącymi nazwiskami, których się zna choćby z lojalności w odpalaniu „działek”, niż zatrudnić nowych, którzy - a nuż - nie zgodzą się na funkcjonowanie w łapówkarskim układzie.


Notka o autorze:

Darek Klimaszewski - gitarzysta, kompozytor, autor tekstów, założyciel RegresGroup. Pokolenie muzyków wczesnych lat 80-tych Reaktywował swój zespół w 2014 roku, aby kontynuować to, co zaczął w latach 1981-1984. Pozostaje nadal wierny muzyce hard-rock-metal. espół ReGReS-group założył w 1981 roku z miłości do rocka Wcześniej próbował grać różne style muzyki ale hard-rock-metal był tym kierunkiem, któremu już na zawsze pozostał wierny. Początki jak zawsze nie były łatwe dlatego pierwszy skład nie miał wokalisty i drugiego gitarzysty: Dariusz Klimaszewski - gitara /założyciel zespołu, Jarosław Łukomski - perkusja (dziś znany i ceniony perkusista w grający w USA), Waldemar Bińczyk – gitara basowa W 1982 roku skład grupy został zmieniony i powiększony: Dariusz Klimaszewski - gitara, Piotr Stefańczyk - gitara, Ryszard Krupa - gitara basowa, Piotra Jabłoński - perkusja, Grzegorz Werłoz - wokal (odszedł z zespołu 1982 roku), Waldemar Neuman - wokal. W 1983 roku zespół opuścił basista Ryszard Krupa, a jego miejsce zajął Cezary Byrski. Od początku swojej działalności zespół był zorientowany na tworzenie i granie muzyki hard-rock-metal. Pierwsze publiczne koncerty grupa zagrała na scenach byłego woj. jeleniogórskiego, a następnie związała się występami z zespołami z Wrocławia: Easy Rider, CDN, Solid body, Vincent van Gogh (koncerty Jelenia Góra i Wrocław). W 1982 roku ReGReS-group wystąpił jako jedyny zespół z Dolnego Śląska na festiwalu Kart-Rock w Jeleniej Górze, gdzie zagrały takie zespoły jak Perfekt, Maanam, Republika, Lombard czy TSA. W latach 81-84 z powodzeniem zagrał w Polsce ok. 200 koncertów. Zespół zawiesił swoją działalność w II-ej połowie 1984 roku po tym, jak nie doszła do skutku trasa koncertowa po Niemczech (zablokowana przez ówczesne władze PRL). Przebojami zespołu w tamtym czasie były utwory: Czerwony Kapturek, Śrubki, Karawana, Pociąg do e-S. Niestety z tamtego okresu nie zostały zachowane żadne zarejestrowane na nośnikach audio-video materiały. W połowie 2014 roku Darek Klimaszewski postanowił reaktywować zespół, miał napisanych kilka kompozycji i tekstów i postanowił je wykorzystać. Początki nie były łatwe jako że lider odstawił gitarę na 27-lat. Musiał więc uczyć się na niej gry niemalże od nowa. Wracając z ReGReS-group chciał - jak wspomina - udowodnić, że granie dobrej muzyki rockowej zawsze znajdzie fanów. I znajduje!


Ogółem kilkanaście tysięcy odsłon utworów ReGReS-group na youtube jest tego najlepszym dowodem. Dziś kompozycje Darka nadal nawiązują do stylu rocka lat 80-tych, tyle że utrzymane są w nowocześniejszej formie aranżacji. Zespół jest obecnie w trakcie przygotowywania wspólnej trasy koncertowej po Polsce z amerykańską grupą STIGMATA.

Obecny skład:
Dariusz Klimaszewski – gitara
Dawid Jędrzejczyk – gitara, wokal
Tomasz Klimczak – perkusja
Justyna Jewula – git. basowa
Krzysztof Wołukanis – wokal
Małgorzata Rostoczyńska-wokal

1 komentarz:

  1. Nie zgadzam się z tym co Pam pisze. Dziś bardziej niż kiedykolwiek liczy się talent i pomysł na siebie. Dzisiaj przecietny człowiek szuka muzyki na Youtube. Nie w radio czy w telewizji. Internet jest najbardziej demokratycznym medium. Sama szukam i znajduję zespoły czy wokalistów,którzy mają miliony wyświetleń czy dziesiątki tysięcy subskrybcji. Do czego się sprowadza ich sukces? Przede wszystkim do pomysłu na siebie. Odrobiny talentu i mnóstwa pracy. Sumienności i systematyczności. Przykładem jest Studio Accantus, którzy jeżdżą z koncertami po całej Polsce, a młodzi ludzie zrzeszeni wokół Accantusa dostają coraz ciekawsze propozycje. Od lat sukces muzyczny mierzy się w ilościach wyświetleń na Youtube. To, że wielu artystów nie potrafi tego zauważyć i problemem jest podejście do słuchaczy jest ich problemem. Niech nie narzekają, że grają kotlety. Bo może na nic wiecej ich nie stać.

    OdpowiedzUsuń