niedziela, 28 sierpnia 2016

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami: "Trzeba dużo umieć, żeby wiedzieć czego się nie umie!" - Zbigniew Wodecki w Kobylej Górze

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny / Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.


Pamiętny koncert Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza w Kobylej Górze (fot. Wiesław Kaczmarek)
- Czy miał pan możliwość, aby obejrzeć miejsce, w którym odbył się koncert. Otwarta przestrzeń pod Krzyżem Milenijnym, o której pani Alicja Majewska powiedziała po swym koncercie: "Tutaj musi przyjechać Wodecki, poinformuję go o tym cudownym miejscu"?


- Nie, niestety nie miałem okazji poznać tego miejsca, po prostu brak czasu. Przyjechałem później niż planowałem, rożne przeszkody i korki to spowodowały, spieszyłem się do państwa na tę salę, żeby zdążyć na czas. Zostajemy w hotelu na drugi dzień i być może organizator zdąży pokazać mi to miejsce. A co do Alicji, to nie przekazała mi nic na temat opisanego przez pana miejsca. Wie pan... i ona i ja oraz inni artyści mamy tyle na głowie, że pewnie zapomniała, ale wierzę panu, że to miejsce jest piękne .

Wspólny występ zespołu Mitch & Mitch i Zbigniewa Wodeckiego (fot. Michał Murawski)
- Open'er 2016... Wodecki elegancki showman wyluzowany i uśmiechnięty. Na koncercie nie zabrakło partii trąbki jak i skrzypiec z improwizacją i fortepianem. Wykonanie całego koncertu było perfekcyjne. Myślę, że często pan słyszy takie słowa? 


- Tak, przyznaję. Nie po to tak dużo się uczyłem i nie po to jestem muzykiem, bo jak mówi się: śpiewać każdy może! Nauczyłem się grać, więc nie mogę być nieperfekcyjny, bo bym się wstydził wyjść na scenę. Natomiast - jak już mówiłem - śpiewać każdy może i tak się dzieje. Prawdziwie dużych talentów, samouków, cudownych dzieci jest bardzo mało. Dzieje się zasyp takich osób szczególnie młodych, bo cudowny Internet temu sprzyja, jednak prawdziwe zjawiska i brylanty nie łatwo wśród nich odnaleźć .

- Co Zbigniew Wodecki robi na Open'erze?

Wspólny występ zespołu Mitch & Mitch i Zbigniewa Wodeckiego (fot. Michał Murawski)
- Dobre pytanie. Cztery laty temu pierwszą moją płytę z 1976, którą zatytułowano po prostu Zbigniew Wodecki gdzieś cudownie odnalazł i zainteresował się nią zespół Mitch & Mitch. Była to moja debiutancka płyta, na której są piękne i jazzujące ballady. Okazało się nagle, że po czterdziestu latach zrobiło się o niej ponownie głośno. Ja o niej już zapomniałem i - powiem szczerze - bałem się te piosenki śpiewać. No i stało się... najbardziej zapamiętałem publiczność, która głośno skandowała: Zbyszek, Zbyszek! Było to miłe i wzruszające. Pamiętam, że pomimo, że duża część ludzi pod sceną domagała się „Pszczółki Mai”, to jednak tego szlagieru nie zaśpiewałem, bo i ranga tego koncertu była inna. Zaśpiewaliśmy jednak razem tradycyjny już na koncercie Mitchów „Na-na-na-na”.


- Był pan gospodarzem takich programów telewizyjnych jak Droga do Gwiazd i Taniec z Gwiazdami. Czy to jest trudniejsze niż śpiewanie?

fot. Wiesław Kaczmarek
- Nie, to jest zupełnie inna rzecz. Dla mnie jest to trudniejsze, bo ja śpiewam i gram, natomiast gadać nie umiem i nie lubię. Oceniać innych tym bardziej. Zgodziłem się tylko dlatego, że miałem oceniać taniec, na którym się trochę znam. Miałem natomiast kilka propozycji na bycie w składzie jury szukających talentów muzycznych i na to się nie zgadzałem. Uważam, że byłbym zbyt merytoryczny i mógłbym kogoś skrzywdzić, a tym bardziej mógłbym pocieszać, jak robię to w Tańcu. Na muzyce i śpiewie się znam i - wierzcie mi - wtedy pocieszanie przeze mnie piosenkarza czy zespołu, który gra lub śpiewa źle byłoby nie na miejscu, byłoby kłamstwem. Nie potrafiłbym tego robić, zresztą po jaką cholerę.


- Wypowiedział się pan kiedyś tak: "Bycie gwiazdą to przechlapane. Każdy chce odnieść sukces i to już do końca życia trzyma. Można wyjść z gorzały, można wyjść z narkotyków, ale z głodu popularności jest bardzo ciężko". Czy nie zmienił pan zdania?

- To prawda, nadal nie zmieniłem. Trzeba mieć bardzo dużą odporność psychiczną i dużo umieć, żeby wiedzieć czego się nie umie! Najgorsi są ci, co zrobią szkołę muzyczną I stopnia i uważają, że są najlepsi. My mieliśmy takich wykładowców gigantów i autorów książek jak Kobuszewski czy Weber. Oni mnie tyle nauczyli, że ja wiem, czego nie wiem. Trzeba mieć skromność w sobie i samemu wiedzieć kim się jest. Nie jest to łatwe, bo dzisiaj jedno przypadkowe pokazanie w TV tworzy coś lub uderza jak grom i pozostaje na wieki z tym kimś.

- Powiedział pan, że wolałby pan nie mieć włosów. Dlaczego?

- Nie wiem dlaczego wszyscy czepiają się moich włosów. Fakt... jestem przez nie rozpoznawalny. Wie pan... gdybym ich nie miał, byłoby mi łatwiej z ich pielęgnacją, czasem traconym dla nich, czyli przed lustrem. Miłe jest dla mnie, że to szczególnie panie wypytują mnie o nie i twierdzą, ze jest mi w nich dobrze, a że kobiety na tym się znają, więc im wierzę .

fot. Wiesław Kaczmarek
- Przeczytałem, że Zbigniew Wodecki chwalił się zażywaniem narkotyków jak marihuana i kokaina...

- Nie, bez przesady, nie zażywałem. Spróbowałem ot tak... trzeba wiedzieć. Mogę się wtedy sparzyć i zobaczyć, że jest to złe i o co w tym chodzi! Alkohol, papierosy używam jak większość ludzi mądrych, czyli okazjonalnie. Staram się ich unikać, ale nieraz trzeba. Poza tym, nie jestem młody i po większych ilościach cierpię jak większość ludzi, a przy moim trybie pracy i wielu koncertach byłoby to niepoważne. Nie mogę zawieść swojej publiczności. Szacunku dla ludzi nauczono mnie od małego i to jest we mnie.


- Chciałbym zapytać o pana córki. Powiedział pan, że wszystkie pana dzieci chodziły do szkoły muzycznej, czego nie może pan sobie darować, bo ten zawód wymaga - nie dość, że dużo pracy, ale i palca Pana Boga. I jeszcze trzeba mieć hopla...

- Tak, to są dorośli ludzie. Fakt, nie zawsze miały same chęć. Katowałem je muzyką i właściwie katuję moje wszystkie dzieci muzyką. To już trwa czterdzieści lat. Świat muzyka to świat zamknięty. Ci ludzie, którym ja chciałem zaimponować, już wymarli, a ci co żyją, mają ponad 50 kg więcej lub są bez włosów (śmiech), więc chciałem mieć muzyczne dzieci. Teraz już ten cykl jest dla mnie zamknięty.

 
- Ja osobiście oprócz wielu pana piosenek lubię tę: "Lubię wracać tam, gdzie byłem". Pamięta pan jak ona powstała?

Wojciech Młynarski (fot. Ja Fryta)
- Ja napisałem muzykę. Udało mi się namówić naszego geniusza Wojtka Młynarskiego, który pięknie napisał do mojej muzyki tekst, co - zaznaczam - jest zawsze trudniejsze. Zawsze wspominam, że ja bym do jego tekstu nie napisał muzyki tak pięknie, jak on napisał ten tekst do mojej muzyki. Coś cudownego! To jest jedna nierozerwalna całość! Między innymi dlatego nazwałem go geniuszem.

- Poproszę o słów kilka dla naszych czytelników.

- Kochani, powiedzieć wam chcę, że  sztuka jest piękną rzeczą. W tym malarstwo, rzeźba i to trzeba znać. Polecam słuchać muzyki, żeby się na niej znać. Muzyka nie służy tylko do zabawy, ale do słuchania, dawania radości, rozwijania wyobraźni. Weźcie muzykę Bacha, Paganiniego. Zobaczcie ile w niej jest jazzu ile swingu. Ta prawdziwa muzyka istnieje! Słuchajcie jej, a poprawi się wasz wachlarz zmysłowy. I będzie się wam przyjemniej żyć. Trzeba mieć pasję. Jeżeli jej nie masz, jest się tumanem i tyle. Dziękuję za takie serdeczne przyjęcie .

Rozmawiał: Wiesław Kaczmarek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz