niedziela, 19 czerwca 2016

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami: Agnieszka Holland - Owacje na stojąco!

fot. Barbara Matuszczak
Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.



W Ostrowie Wlkp. w dniach 4 - 11 czerwca 2016 odbył się 5. Festiwal Filmowy im. Krzysztofa Komedy: Grand Prix Komeda - Muzyka Polskiego filmu. Zaproszono na to wydarzenie interesujące indywidualności polskiego kina, którym umożliwiono spotkania i rozmowy z publicznością w ostrowskim OCK. Przed niedzielnym spotkaniem mieliśmy okazję obejrzeć film „Droga do mistrzostwa” Bartosza Konopki. Jedną z bohaterek tej produkcji była Agnieszka Holland i to właśnie z nią ok. godz. 19:00 publiczność miała możliwość spotkania. Serdecznie przywitana pani Agnieszka przypomniała, że gościła już w Ostrowie trzy lata temu przy okazji projekcji jej produkcji "W ciemności". Trzy lata to dużo i wiele nowego wydarzyło się w tym czasie, a zwłaszcza w kinie zagranicznym. Między innymi artystka zrealizowała dwa odcinki słynnego na świecie serialu "House of Cards". Jak stwierdziła pani Agnieszka, motywacją zajęcia się tym serialem była bardzo dobra aktorska obsada oraz honorowa dla niej sprawa, gdyż do realizacji serialu zapraszani są bardzo znani reżyserzy filmowi, co odebrała jako miłe wyróżnienie. O samej pracy reżyserskiej nad serialem powiedziała, że była ona standardowa, ale taka, która pozwoliła jej odcisnąć odrobinę swojego piętna. Odcinki były kręcone w Polsce i najczęściej pytano reżyserkę kto jest Polskim Francisem Underwoodem lub który z polskich polityków jest tym największym skur... Pani Agnieszka stwierdziła: gdy rozmawiałam z nimi o tym, to każdy z nich chciał nim być. Wypowiedz ta wywołała prawdziwą salwę śmiechu wśród słuchaczy. Natomiast o Kevinie Spacey powiedziała: jest szalenie zawodowy i niebywale przygotowany. Zawsze znał tekst na blachę. U nas w Polsce może się z nim pod tym względem równać tylko Jerzy Radziwiłowicz, który nigdy nie spóźnił się na plan nawet o minutę.


Jednym z głównych wątków, które pojawiły się podczas rozmowy był również najnowszy film Agnieszki Holland "Pokot" zrealizowany na podstawie powieści Olgi Tokarczuk, który swoją premierę będzie miał na początku przyszłego roku. Agnieszka Holland opowiedziała też  m.in. o tym, dlaczego zdecydowała się akurat na tę książkę i co sprawiło, że ten tekst wydał jej się niezwykle filmowy. Stwierdziła, że lubi Olgę Tokarczuk i jej literaturę. Rozmawiano też o starszym filmie pani Agnieszki i pytano o kulisy pracy nad filmem "Całkowitym zaćmieniem". Dowiedzieliśmy się, że historię tę początkowo miał nakręcić Volker Schlöndorff, Rimbauda miał zagrać River Phoenix, a Paula Verlaine’a John Malkovich. Rożne jednak okoliczności zmusiły reżysera do wycofania się z tego projektu i w ten sposób ta filmowa historia trafiła do Agnieszki Holland, która zaproponowała rolę młodziutkiemu Leonardo DiCaprio. Musze przyznać, że bardzo podobało mi się prowadzenie rozmowy przez panią Ewę Smolińską. Robiła to doskonale, a jej pytania były ciekawe, a Agnieszka Holland potrafiła je docenić odpowiadając barwnie, interesująco z wykorzystaniem wielu anegdot, dzięki czemu na sali wielokrotnie wybuchały radosne salwy śmiechu i brawa. Lekkość prowadzonej przez panią Ewę rozmowy można było odczuć także po zadawanych przez widownie pytaniach, dzięki czemu czas upływał szybko. Widownia skorzystała z okazji, by zapytać o wiele znanych projektów Agnieszki Holland i o to, jak postrzega je z perspektywy czasu. Ja zadałem pytanie, które dotyczyło starszego okresu w jej dorobku reżyserskim.


-  Czy ma pani poczucie, że niektóre z pani filmów np: "Zabić księdza" były mimo wszystko zbyt doraźną wypowiedzią, by przetrwały bez uszczerbku próbę czasu?

- Myślę, że ten obraz nie jest doraźny. Pokazuje zbrodnie straszną, jednak jeżeli się abstrahuje od politycznego kontekstu, to mówi on nie tylko o złu, ale o pokusie dobra. Sam koncept tego opowiadania, że jest ono z punktu widzenia ubeka - co oburzyło zresztą część polskich widzów - wydaje mi się nośny, ponieważ bardzo trudno jest pokazać dobro w filmie. Pokazać dobro poprzez zło i poprzez to, że jest jakaś taka pokusa i chęć zniszczenia, zazdrość tego dobra, ponieważ to dobro jest zaprzeczeniem sensu jego istnienia i to według mnie jest właśnie ciekawe i ma uniwersalny wymiar oraz stawia pytania na temat natury ludzkiej i jakim wyzwaniem jest dla człowieka dobro. Dlatego też uważam, że nie ma on w sobie tej doraźności. Niezależnie od tego, że był to film trudny do zrobienia, bo trzeba było odtworzyć pewną polską rzeczywistość w zupełnie innych warunkach i to, że film był zrobiony po angielsku, gdy historia jest tak głęboko zanurzona w określonej rzeczywistości, co od razu teatralizuje film, spowodowało, że ta opowieść stała się bardziej moralitetem niż filmem stricte politycznym.

Ta odpowiedź Agnieszki Holland była dla mnie wyjaśnieniem, które pozwoliło mi ponownie spojrzeć na ten film, który na drugi dzień odnalazłem w internecie i obejrzałem ponownie. Sądzę, że dlatego też inaczej spojrzałem na ten film, bo ostatnio widziałem go dwa albo trzy lata temu. Miałem możliwość zadania jeszcze dwóch pytań, a kierowała mną ciekawość dotycząca filmów, które obejrzałem dawniej oraz to czy moje spojrzenie na dobór aktorów było właściwe. Podczas gdy widownia pytała głównie na temat najnowszych produkcji Agnieszki Holland, ja chciałem otrzymać odpowiedź na to, co mnie najbardziej interesowało.


- Pani Agnieszko, kiedy angażuje pani do filmu tak wyraziste indywidualności jak Leonardo di Caprio czy Roberta Więckiewicza, nie boi się pani, że osobowość aktora wysunie się przed opowiadaną w filmie historię?

- Nie, chyba nie. Są to prawdziwi aktorzy. Leonardo jest gwiazdą, ale to co go interesuje to przede wszystkim to, żeby służyć postaci a nie, żeby grać na siebie. O Robercie już nawet nie mówię, bo to jest ewidentne zupełnie. Ich charyzma mi nie przeszkadza.


- Czy "Tajemniczy Ogród" to na tyle ważny dla pani film, by kiedyś powrócić do podobnej, na poły baśniowej poetyki?

- Chyba nie. Raczej nie miałam takiego projektu, który by ciągnął w tę stronę, czyli w kierunku baśni czy fantazji, co nie znaczy, że na starość nie wrócę do lat dzieciństwa.

Publiczność była też ciekawa, skąd artystka bierze odwagę w życiu prywatnym jak i zawodowym i czy nigdy nie bała się wyzwań i podejmowania ryzyka. Agnieszka Holland odpowiedziała: wiem, że odwaga ma swoje granice i też poznałam swoje limity tej odwagi. Miałem i ja możliwość o to panią Agnieszkę zapytać  i chociaż bardzo się spieszyła, zdążyłem jeszcze uzyskać jej odpowiedź.

- Gdy studiowałam w Pradze w ówczesnej Czechosłowacji, znalazłam się w więzieniu podczas praskiej wiosny. Byłam w tym więzieniu za próbę obalenia siłą układu socjalistycznego - tak oni to oskarżenie mnie sformułowali. Sama dzisiaj przyznaję, że miałam wtedy duszę rewolucjonistki. Nie potrafiłam patrzeć na wiele spraw z boku i nie reagować. Ot młodość... Gdy do Czechosłowacji weszły wojska Układu Warszawskiego i w tym także nasi, zaangażowałam się w działalność, ale tylko w tamtej sytuacji, czyli w tzw. opozycję studencką. Na szczęście otrzymałam tylko półtora roku w zawieszeniu, a w więzieniu siedziałam tylko sześć tygodni. Dzisiaj mogę powiedzieć, że próbowałam wtedy ograć przeciwnika, czyli tamtych przesłuchujących. Oczywiście - powtarzam - byłam młoda i naiwna. ale specjalnie się nie bałam. Może też dlatego, że naczytałam się literatury rewolucyjnej i to dawało mi myśl, że mogę kombinować. Ale i - przyznaję - na tyle byłam mądra, żeby nie przekraczać granic odwagi. Wiedziałam, że strażnicy w tej machinie byli bardzo brutalni, a nie chciałam być bita. Dlatego mówię o granicach i limitach swej odwagi szczerze i nigdy nie opowiadałam jaka to ja byłam odważna.To więzienie w Czechach doprowadziło u mnie później do podziału na tych, z którymi siedziało się fajnie i na takich, z którymi bardzo niefajnie się siedziało.


Spoglądam jeszcze chwilę za oddalającą się postacią pani Agnieszki, osoby delikatnej i zarazem wspaniałej reżyserki, z którą było mi dane porozmawiać, uścisnąć jej rękę, zrobić zdjęcie i spędzić ponad półtorej godziny w pięknym kinie ostrowskiego OCK wraz z wieloma innymi widzami, którzy uwielbiają jej filmy oraz cenią jako jedną z największych reżyserek kina.

Wiesław Kaczmarek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz