środa, 24 lutego 2016

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami - Kazik Staszewski - Powinien być ktoś taki, kto przywala systemowi - 20 Luty 2016 Kinoteatr Ostrzeszów (OCK) Koncert Kazika i Kwartetu ProForma

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.

fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Z Kwartetem ProForma połączyła cię twórczość twojego ojca, jednak nie tak od razu polubiliście się. Jak to było na samym początku?

Kazik Staszewski: Tak, zaczęło się nawet dosyć nieprzyjemnie. Jadąc kiedyś samochodem usłyszałem w radio, że gdzieś tam jest jakiś Kwartet ProForma, który na jakimś tam festiwalu wykonuje piosenki mojego ojca. Przyznaje, bardzo wtedy się zezłościłem. Również i moja mama bardzo się zezłościła i spytała mnie: "Co to? Co się dzieje?" Przyznam, że jej złość i moja były zupełnie nie na miejscu, ponieważ jeżeli w ZAIKS-ie nie zastrzeżemy sobie zakazu grania naszych piosenek - a ja jestem jedynym i wyłącznym spadkobiercą piosenek/utworów mojego ojca i mam nawet papier sądowy - to mogą to robić.


fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Były też strasznie nieprzyjemne telefony. Na szczęście były to złe miłego początki. Po jakimś czasie spotkaliśmy się z okazji nagrywania piosenki na płytę Kwartetu ProForma, która wyszła dopiero teraz, a nagrywana była bardzo dawno. Długo się z tym kolebali, jak to nazywam. Potem był koncert - jak sobie przypominam - dla siostry Wojtka. Był to koncert, który miał wspomóc jej leczenie. Niestety na nic się to przydało. A potem... jak to w życiu. Zaczęły się nasze spotkania i tak trzymamy się razem. Koncerty ProFormy są zupełnie inne od tych, których doświadczyłem do tej pory. Nie ma tam takiego szaleństwa, krzyku, przewrotek i bratania się jak na Kulcie. Jest to raczej sfera, która zawiera dużą dozę teatralizacji, więcej statyki, czyli wolniejsze rzeczy. Tego wcześniej nie miałem możliwości doświadczyć, więc cieszy mnie, że z ProFormą ta możliwość się pojawiła.

Wiesław Kaczmarek: Czy wpływ twojego ojca lub inaczej, na ile wpływ ojca sprawił to, co robisz? Ojciec zmarł, kiedy byłeś dzieckiem. Sądzę, że w domu nasiąknąłeś tą atmosferą, dzięki której poczułeś, że muzyka i scena to przestrzeń, w której będziesz się realizował.


fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Kazik Staszewski: Myślę, że świadomie to żaden. Ja bardzo lubiłem śpiewać od dawien dawna, więc sądzę, że pewnie coś u mnie jest z genetyką, ale to są raczej sprawy dziedziczne, których człowiek nie za bardzo jest świadom. Tatę oczywiście pamiętam, natomiast bardziej pamiętam go jako architekta, bardziej jako symbol, do którego miałem dążyć. Zresztą mama i babcia bardzo naciskały, żebym przykładał się do nauki. Nie patrzyły na to, że mam uzdolnienia humanistyczne, a nie ścisłe i bardzo dążyły, żebym poszedł w kierunku wykształcenia ojca. Nie przeszkadzało to mojej mamie i babci, chociaż widziały, że w ogóle nie umiem rysować i jestem tuman w tej dziedzinie. Poza tym ani w ząb nie rozumiałem geometrii, fizyki czy chemii. Jeżeli chodzi o samorealizację w przedmiotach ścisłych, to była to dla mnie bardzo nieprzyjemna trauma, że musiałem siłować się z poczuciem winy i że ani samemu sobie ani im czyli mamie i babci nie dałem satysfakcji. Z tej traumy wyzwoliłem się dopiero będąc nastolatkiem jak przyszła matura, kiedy powiedziałem - nie będzie żadnej architektury. Wybrałem socjologię, a ten wpływ ojca był jakby tylko z tej strony muzycznej. Wiedziałem, że on coś grywał, jednak tak świadomie nie przyznaje się do żadnej inspiracji, choć jestem pewien, że jakaś nieświadoma inspiracja była.


fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Ja byłem punkiem, a punk łączył się z bardzo prostą sferą muzyczną. Wcześniej słuchałem Pink Floydów, Zeppelinów i wydawało mi się, że oni mają umiejętności dane bogom, a punk rock mi pokazał, że właściwie każdy może to robić, więc ta inspiracja płynęła z tej strony i taką inspirację, która wynikała z tej czy innej przynależności do subkultury, bardziej poczułem.

Wiesław Kaczmarek: Porozmawiajmy teraz o Kulcie. Czy podczas zakładania tego zespołu mieliście przemyślenia/jakąś wizje i świadomość, że jest to głos pokolenia i że będzie to jeden z najważniejszych zespołów w historii polskiej muzyki?

Kazik Staszewski: Broń cię panie Boże! Podejrzewam, że nikt takich znaczeń do rozpoczęcia swojej twórczości nie przykłada. Jest znakomity film Martina Scorsese, który filmował Rolling Stonesów. Umieszczone są tam stare fragmenty rozmów m.in. z Mickiem Jaggerem z 1964 roku: Martin pyta -  no i co dalej z wami? Jagger mówi - nagraliśmy płytę, to już jesteśmy tacy trochę bardziej znani w Londynie. Mam nadzieję, że jeszcze z dwa, trzy lata pogramy. Widzisz, to jest dokładnie tak! Emocja, która towarzyszy jakby takiemu skumulowaniu swoich pasji, ambicji.


fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Andrzej Stasiuk napisał kiedyś, że właściwie każdy młody chłopak chce grać w kapeli rockowej, a on miał pecha, bo nie miał uzdolnień w tym kierunku, więc musiał zostać pisarzem. Bardzo dobrze, że tak się stało, bo jest dobry w tym co robi. Mnie się udało po prostu jakoś to pociągnąć, ale żeby myśleć o sukcesie na początku - gdzie tam, broń cię panie Boże. To była dobra forma spędzania wolnego czasu i nic ponadto. Była to też forma jakiegoś wyróżnienia się i jakby wyskoku poza tą szarą rzeczywistość. Czy ona była taka szara? Ja wtedy byłem bardzo młody, więc generalnie takie wspomnienia ma się bardzo różowe. Była to też forma skumulowania energii i coś, czego nie mogłem poprowadzić w innym kierunku. Była to muzyka. Ten punk rock prosty w swej formie spowodował, że jakoś żeśmy się w tej grupie zebrali, a potem wynikła z tego konsekwencja. Stawało się to powoli, powoli, ale - Naj - waż - niej - sze!


fot. Wiesław Kaczmarek
fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Chyba najczęściej w swych utworach wykorzystujesz nazwę Polska. Czy możesz określić siebie jako patriotę?

Kazik Staszewski: Oczywiście że tak. Ja jestem związany nawet bardzo lokalnie - jestem Warszawiakiem od urodzenia. Nie wyobrażam sobie zupełnie, żebym miał żyć czy mieszkać w jakimś innym mieście, a w kraju to już w ogóle. Czuję się obco nawet jak jadę np. do Wrocławia, a jak jadę za granicę to tym bardziej plus do tego bariera językowa, która jest istotna, ponieważ bariera językowa niesie za sobą cały bagaż trudności. Mówię po angielsku, trochę po hiszpańsku, po rosyjsku, ale cały czas mam świadomość, że język niesie za sobą cały bagaż etosu kulturowego, na jakim wychowaliśmy się. Weźmy taki przykład - jak wytłumaczyć Amerykaninowi, co to jest alpaga i odwrotnie - gdy rozmawiałem z Amerykanami, to ten sam kod otrzymywałem - a wy wiecie, co to znaczy rock n roll all night, czyli impreza? Ale my wychowani w pewnym etosie kulturowym nie wiemy tego, jak one powstały i ja też w takim swoim własnym sosie jestem. Nie potrafię być gdzie indziej. Jestem patriotą, jestem Polakiem, co oczywiście nie znaczy, że nie mam złego zdania o bardzo wielu rzeczach dziejących się w moim kraju, ale mam je dlatego, że jest to moje gniazdo i wkurwia mnie to, że w moim gnieździe dzieją się takie a nie inne rzeczy. Podam przykład z Hiszpanii, w której często bywam - kretynizm czy irracjonalność takich a nie innych rządów specjalnie mnie nie rusza. To ogląda się jak teatr telewizji. W Polsce natomiast tak. Jestem patriotą ze wszystkimi minusami i plusami tego statusu.


fot. Paweł Fesyk
fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Kult. Czy jest to zespół antysystemowy? W tekstach dokładaliście systemowi komunistycznemu jak i temu, co działo się w Polsce w latach 90'.

Kazik Staszewski:  Myślę, że tak. Jestem produktem takiego swoistego konglomeratu i sądzę, że to cały czas tkwi we mnie i bardzo mocno mnie ukształtowało, czyli od tej rebelii punk rockowej i swoiście pojętego anarchizmu, po drugie ideologi rastafariańskiej, która łączyła się z takim pierwiastkiem metafizycznym w połączeniu z gramami wypalonej marihuany i tak dalej. Był też istotny epizod w moim życiu - studia ze Świadkami Jehowy. Jest to taki mój miszmasz bardzo ciężki do strawienia dla słuchającego moich słów. Jest to jednak podstawa, która czyni mnie bardzo często takim negatywnym recenzentem systemu politycznego, jaki by on nie był. Powtarzałem, że np. będąc zupełnym gówniarzem i małolatem tutaj byłem antykomunistyczny, ale gdybym urodził się w Anglii, byłbym przeciwko Żelaznej Damie, chociaż to ona wyciągnęła Anglię z tego ogromnego syfu i którą uważam za jednego z najlepszych polityków XX wieku. Negatywna recenzja każdego systemu takiemu systemowi się jednak przydaje. Powinien być ktoś taki, kto przywala systemowi.


fot. Wiesław Kaczmarek

fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Uczestniczysz w wielu projektach. Być może trudno przychodzi ci odmawianie. Czy wywodzą się one z potrzeby szukania nowego?

Kazik Staszewski: Tak, właściwie jedyna rzecz, którą sam wymyśliłem, to jest Kult. Wszystko inne pochodzi ze sfery ciekawych propozycji w stylu "czemu nie?" Sadzę, że nie można się w tym Kulcie zamykać. Jeżeli czuję w tym moje emocje i mój intelekt - jaki by on nie był - i jeżeli mój nos czuje również, to wchodzę w to.

Wiesław Kaczmarek: W działalności Kultu dzieje się dużo. Seria koncertów Kult Unplugged, powstaje też nowa płyta. Jak wybieraliście utwory do niej, czy to zestaw najważniejszych utworów?

Kazik Staszewski:  Nie. Wybieraliśmy je patrząc co fajnie jedzie na akustycznych instrumentach. To nie są najważniejsze nasze utwory, bo nie wszystkie nasze numery sprawdzają się w wersjach akustycznych. Gdy zaczynaliśmy tę przygodę z Kultem Unplugged, przegraliśmy niemalże wszystko, co do tej pory zrobiliśmy i to, co zażarło akustycznie, jest w repertuarze tych koncertów.


fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Jaka będzie ta nowa płyta?

Kazik Staszewski: Jaka będzie? Nie spodziewajmy się, że wymyślimy coś rewolucyjnego. To będzie dobry, stary Kult z naciskiem na dobry. Rewolucji nie spodziewajmy się. Nawiązując do Rolling Stonesów, tak samo po nich nikt się nie spodziewa rewolucji muzycznej i nikt od nich nie oczekuje super płyty. Tak samo my jesteśmy jakimś bytem, który ma bardzo intensywny sznyt i rys. Staramy się w tym obrębie wykonać to, do czego ludzie przywykli i czego od nas oczekują. Kiedy płyta wyjdzie? Nie wiem. Wyznaczyłem taki deadline nagrywania do przyszłej środy. Potem będzie ta nieszczęsna edycja, która się pojawiła w epoce komputerowego nagrywania. Kiedyś tego nie było. Pamiętam pierwszą płytę nagraliśmy w dziewięć dni, drugą w dziesięć, trzecią w czternaście, czyli to było strasznie dużo. Teraz prawie miesiąc siedzimy przy samych nagrywaniach i zacznie się to edytowanie. Czy ono jest ważne? Ja nie wiem. Producentem jest Wojtek Jabłoński - nasz gitarzysta, więc na jego ręce to wszystko złożyłem. No i mix. Wydaje mi się, że nie wyrobimy się, żeby płyta wyszła wiosną. Wyjdzie Jesienią.


fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Utworem "Kalifat", jaki nagrałeś z Kwartetem ProForma jawisz się niczym prorok. Pozwól, że spytam cię teraz w stylu Grzegorza Halamy: Skąd wiedziałeś, że tak będzie?

Kazik Staszewski:  Utwór "Kalifat" jest inspirowany moim pobytem w Dublinie. Z pomysłem na tę piosenkę nosiłem się dosyć długo. Przyjechaliśmy kiedyś na koncerty - nie pamiętam, dwa, trzy lata temu. Był to koniec września. Zaczynał się rok akademicki. Zajechaliśmy tam do hotelu, który w nocy pełnił role klubu nocnego, a rano jadłodajni dla robotników i w południe restauracji. Przez całą ulicę ciągnęły się miejsca o podobnym charakterze. I to, co ja tam wtedy zobaczyłem (zapewniam, że nie jestem grzecznym osobnikiem i swoje też przeżyłem), to powiem - była to Sodoma i Gomora! Młodzież kompletnie nawalona, która w oczach miała tylko seks, narkotyki i picie wódki, chociaż nie wiem, gdzie oni ją mieścili. Wtedy sobie wyobraziłem taką sytuację, że np. jakiś pobożny muzułmanin tam przyjeżdża i widzi to, co ja. Jest to dla niego piekło na ziemi, które nie jest godne i nadaje się do zniszczenia. Trochę jakby zrozumiałem motywację tej historii. Zrozumiałem to - konflikt kultury i idei muzułmańskiej z tą zupełnie bezideową Europą, który jest nieunikniony! Absolutnie nieunikniony! Dla nich jest to absolutne zepsucie, a my nie mamy broni, żadnej broni. Europa jest jakby kompletnie pozbawiona jakichkolwiek instrumentów, którymi mogłaby się przeciwstawić tej bardzo silnej idei świata islamu. Czeka nas lub nasze dzieci, wnuki konfrontacja, która może się skończy bardzo źle.

Wiesław Kaczmarek: Czy jest szansa, że El Dupa reaktywuje się chociaż na jeden koncert? Jest wielu ludzi, którzy tęsknią za tym zespołem?


Dodaj napis
Kazik Staszewski: Nie ma szansy, żeby się El Dupa reaktywowała. Jest to rozdział zamknięty. Oni chcą, oczywiście i jest powiedzenie - nigdy nie mów nigdy. Ale jak tutaj teraz rozmawiamy, to ja nie mam ochoty.

fot. Wiesław Kaczmarek
Wiesław Kaczmarek: Jak wspominasz 23 Marca 2003 roku, czyli pierwszy historyczny koncert KULTU w Londynie . W Polsce legendy chodzą na ten temat, ale tak szczerze, to nikt z nas nie wie jak to było naprawdę?

Kazik Staszewski: Słuchaj, pierwszy koncert pamiętam był chyba w Astorii - nie istniejący już  świetny naprawdę klub, świetna sala. Zburzono go parę lat później, żeby zrobić taką totalnie wypasioną stacje metra. Pamiętam, że przyszedł jakiś dziki tłum. Najważniejszym wspomnieniem było to, że angielska ochrona zgłupiała w ogóle podczas naszego występu! Ale nie tylko oni. Ja też zgłupiałem, bo nagle się na scenie przewijało się z 50 osób, które szamotało się i biegało. Powiem tak - ja nie lubię grać na zachodzie czy w Stanach Zjednoczonych, ponieważ tam ochrona jest panem sytuacji i jakby rządzi. Jest bardzo rygorystycznie. Jednak tam wtedy nie byli w stanie kompletnie zapanować i myślę, że dopiero następne nasze występy pokazały tym angielskim ochroniarzom, jak należy reagować w trakcie naszych występów. Ale ten pierwszy koncert to była Sodomia i Gomoria!



rozmawiał Wiesław Kaczmarek / Ostrzeszów
Zdjęcia Wiesław Kaczmarek
    

2 komentarze:

  1. Świetny koncert Ostrzeszów dziękuje Kazikowi i ProFormie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie przeprowadzony wywiad. Owszem. Rozmówca tu - 75% sukcesu jednakże wszechstronność p. Wiesia imponująca. Szacun

    OdpowiedzUsuń