środa, 30 grudnia 2015

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami: Adam Fulara i Full - X. Święto muzyki w Ostrzeszowie - koncert 27.12.2015 rok / Full – X Trio /... Kawiarnia - BASZTA - Ostrzeszów - Polska.

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.


- W zapowiedziach koncertu organizatorzy użyli określenia „święto muzyki”, czy to nie jest Pana zdaniem zbyt odważny tytuł? W Ostrzeszowie odbywają się przecież też inne koncerty. 

Adam Fulara: Jeśli chodzi o ścisłość powiedziałbym „święto muzyki improwizowanej” i nie ma w tym stwierdzeniu przesady, ponieważ w Ostrzeszowie poza naszymi nie odbywają się w ogóle koncerty muzyki improwizowanej, a i te są rzadko. Tak zwana „kultura wysoka” w muzyce to dziś dwa nurty akademickie: pierwszy to muzyka klasyczna, drugi to właśnie muzyka improwizowana, czyli szeroko pojęty jazz. O ile koncerty klasyki zdarzają się w Ostrzeszowie, o tyle muzyki improwizowanej nie ma.

- Co jest takiego wyjątkowego w muzyce improwizowanej, że zaliczana jest właśnie do wspomnianej „kultury wysokiej”?

Adam Fulara: Inny jest proces twórczy. Gdy idziemy na koncert popowy, czy rockowy oczekujemy utworów zagranych w wersji płytowej, wykonawca jest zatem odtwórcą, nawet jeśli skomponował utwór. Z tego powodu kolejne koncerty tego samego wykonawcy są bardzo do siebie podobne. Dla samego wykonawcy każdy kolejny koncert jest „dniem świstaka”. Inaczej ma się sprawa w przypadku improwizacji – utwory zaczynają się ustalonym tematem, ale potem jest otwarta część improwizacyjna, w którą włącza się cały zespół – inaczej niż w przypadku tzw. solówek rockowych, które są zaledwie namiastką improwizacji zespołowej. Ten sam utwór na naszym koncercie niekiedy może trwać 3 minuty, a niekiedy kilkanaście. Dlatego mają sens nawet organizowane czasem „maratony koncertowe” w czasie których zespół gra koncerty przez np. 3 dni w tym samym miejscu, z tym samym improwizowanym repertuarem, ale każdy koncert jest inny i różnice (jak choćby czasy utworów) są ewidentne nawet dla laika. Ten sam program zagraliśmy na koncercie we Wrocławiu kilka dni temu, wtedy graliśmy ok 75 minut, tu graliśmy 120.

- Czy jest to muzyka naszych czasów?

Adam Fulara: Nie. Tradycja improwizacji jest w muzyce od zawsze. W muzyce poważnej była obowiązkowa do początku XX wieku, a ten kto nie potrafił improwizować, był uważany za słabego muzyka. Najwięksi improwizatorzy to Bach, Chopin, Mozart i Beethoven. Na przykład król Prus Fryderyk II zaprosił Bacha na koncert na którym poprosił o zaimprowizowanie fugi na temat, który sam wymyślił. Bach odmówił, ale zagrał improwizację opartą o przygotowany temat, potem jednak wrócił do domu i skomponował na królewskim temacie utwór znany dziś jako „Muzyczna ofiara”. Bach improwizował dla króla godzinę na jednym temacie - to tak jakby dziś dać gitarzyście godzinę na zagranie solówki do jednej piosenki na dodatek bez zespołu towarzyszącego. Bach uważany był za znacznie lepszego improwizatora, niż kompozytora. Dziś też improwizacja jest bardzo ważnym elementem muzyki jako sztuki jest nauczana na uniwersytetach i wykonywana w klubach jazzowych. Takim klubem stała się „Baszta” w dniu naszego koncertu.

- Dlaczego muzyka została podzielona na początku XX w. na improwizowaną i zaaranżowaną? 

Adam Fulara: Chodzi o specjalizację i szybkie efekty nauczania. Niezaprzeczalny jest fakt, że od czasu tego „rozdzielenia” improwizatorów od rzemieślników czytających nuty nie mieliśmy żadnego wielkiego kompozytora formatu np. Chopina. Można porównać ten proces do uczenia się włoskich piosenek poprzez ich naukę na ucho - fonetycznie, bez znajomości języka włoskiego. Dla słuchaczy nie ma znaczenia, czy piosenka „Felicita” zaśpiewana jest fonetycznie, czy wokalista zna język włoski. Ma to znaczenie jednak, jeśli ten sam muzyk miałby skomponować kolejną włoską piosenkę, albo zaimprowizować część piosenki po włosku, wtedy bez języka ani rusz. Pokazałem to ostatnio na przykładzie Oli Danielskiej, która przeistacza się z wokalistki „fonetycznej”, potrafiącej wyłącznie skopiować piosenkę, w wokalistkę świadomą, znającą język muzyki, która z piosenką potrafi zrobić wszystko. Brakuje takich wokalistów...
Chciałem tu zaznaczyć, że improwizacja nie jest domeną wyłącznie jazzmanów. Improwizatorami byli np. Michael Jackson (śpiewał standardy jazzowe w młodości) i Freddie Mercury, choć u szczytu sławy nie śpiewali oni koncertów improwizowanych.

- Jest to muzyka dla znawców i snobów?

Adam Fulara: Nie. Jest to muzyka dla każdego słuchacza o otwartych horyzontach, a jak powiedziałem w czasie koncertu – wysłuchanie go nie przekracza słuchowych i intelektualnych możliwości żadnego normalnego człowieka. Niezaprzeczalny jest tez fakt znacznie bogatszych doznań estetycznych w obcowaniu z tą muzyką podobnie jak w przypadku muzyki klasycznej. Twierdzenie o „snobach” to wymysł popkultury związany z małą popularnością muzyki improwizowanej. Był Pan na koncercie, wysłuchał go w całości. Mam nadzieję, że nie był to czas stracony. Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze z innego powodu – brakuje jej w mediach. Nasze utwory pojawiały się w Trójce, ale i tak sądzę, że czas antenowy przeznaczony na muzykę improwizowaną w tej rozgłośni to mniej niż 5%.

- A jakie są Pana dalsze plany związane z muzyką?

Adam Fulara: Z Michałem Bednarzem i Tomkiem Fularą - moim bratem – przygotowujemy nową płytę o roboczym tytule „Triple Timing”. Jak Pan słyszał w czasie koncertu – na nowej płycie będzie wiele nowych dla nas rzeczy na przykład polirytmy. Na koncercie zagraliśmy utwór „352 stars” z polirytmem 3:5:2 i improwizacją polifoniczną. Poza tym z Aleksandrą Danielską gościnnie występującą na koncercie planujemy nagrać nowatorską, bardzo odważną wersję standardu „Summertime”, a sam też kończę pracę nad podręcznikiem „Podstawy teorii improwizacji dla każdego” połączonego ze zwrotnym systemem multimedialnym – to innowacja pedagogiczna o której rozmawialiśmy ostatnim razem. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa ABsonic prawdopodobnie na początku 2017 roku. Przygotowuję się też do festiwalu gitarowego w Słupsku.

- Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.


Rozmawiał Wiesław Kaczmarek / zdjęcia: Wiesław Kaczmarek / Ostrzeszów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz