środa, 11 listopada 2015

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami: Stare Dobre Małżeństwo w Ostrzeszowie

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.


fot. Artur Grzanka
Ostrzeszów odwiedził jeden z najsłynniejszych polskich zespołów wykonujących poezję śpiewaną. Muzycy do naszego miasta przyjechali w czwartek 12 czerwca 2014 roku i dali koncert w Ostrzeszowskim Centrum Kultury. Widownię wypełnił tłum wiernych fanów. Stare Dobre Małżeństwo, bo o nich mowa, zasłynął w szczególności z wykonywania tekstów wierszy Edwarda Stachury oraz Adama Ziemianina i Jana Rybowicza. Zespół swoją działalność rozpoczął w roku1980. Jednak prawdziwe początki ich kariery datowane są na rok 1984, kiedy to w Krakowie, podczas Festiwalu Piosenki Studenckiej dali się poznać szerszemu gronu publiczności. Wtedy też przyjęła się obecna nazwa zespołu (zapowiedź prowadzącego festiwal spikera). W tym roku zespół obchodzi trzydziestolecie działalności. Przez ten czas zmieniał się skład. Wspomina się Ryszarda Żarowskiego, Wojciecha Czemplika, Romana Ziobro. Przez lata powstawały nowe nagrania i płyty: „Pod wielkim dachem nieba”, „Niebieska tancbuda”, „Bieszczadzkie Anioły”. W roku 2008 ukazała się płyta „Jednoczas”, która osiągnęła status Złotej. W 2001 roku z inicjatywy zespołu zorganizowano Festiwal „Bieszczadzkie Anioły”, w którym regularnie występowali.

W ostrzeszowskim kinoteatrze wykonawcy skupili rzesze fanów swojej muzyki. Gromkich braw nie brakowało. Były nawet oklaski na stojąco, które rzadko są już okazywane przez widownie. Atmosfera koncertu była wspaniała. Pełne poezji utwory, których słowa są mądrością, słowa o szacunku i miłości, o naszym kraju i wytrwałych ludziach, silnych i pragnących być wolnymi, oczarowały publiczność. Stworzyli piękny nastrój „starych dobrych znajomych”. Artyści długo jeszcze wychodzili na bisy, doceniając kochającą poezję widownię naszego miasta. Po skończonym koncercie udałem się na rozmowę z liderem - Krzysztofem Myszkowskim oraz pozostałymi członkami zespołu.

Krzysztof Myszkowski (fot. Artur Grzanka)
- Panie Krzysztofie, historia zespołu zaczyna się na początku lat 80. Po festiwalu w Krakowie w 1984 r. stajecie się znani w Polsce oraz doceniani; tam też przedstawiono was jako ludzi tak ze sobą połączonych jak Stare Dobre Małżeństwo. I tak już pozostało. Teraz mamy 2014 r. i nadal zapełniacie cale sale. Obchodzicie trzydziestolecie. Czy ten i inne koncerty to też takie podsumowanie?
- Jest dość trudno odpowiedzieć na to pytanie i zmieścić szczegóły. Opowiedzieć nawet w skrócie te trzydzieści lat. Nie mogę też wymieniać wszystkiego i wszystkich osób, bo musielibyśmy przegadać do samego rana. Wspomnę tylko, że przez cały czas powstawały zmiany w naszej muzyce, twórczości oraz korzystanie z tekstów wierszy uzależnione było porami czasu, naszego dojrzewania do otaczającej nas rzeczywistości w kraju. Czasy studenckiej młodości były radosną twórczością, później, już po sukcesach, trzeba było wejść w rzeczywistość, czyli hop i w drogę: trasy, koncerty. Więc i muzyka powstawała, tzw. muzyka drogi, muzyka wędrująca, więc były też inne teksty.

Roman Ziobro (fot. Artur Grzanka)
- Byliście organizatorami festiwalu „Bieszczadzkie Anioły”. Skąd pomysł?

- Pomysłodawcą byłem ja i moi koledzy. Uważaliśmy, że brakuje takich spotkań, a zespołów śpiewających poezję i to dobrych, przybywało. Więc takie spotkanie było potrzebne i spełniło się. Dzisiaj już nie ma tego festiwalu. Nie można coś robić w nieskończoność. Dochodzimy do ściany i wtedy jest koniec. Poza tym impreza tak się rozrosła, że przestała być imprezą stricto poetycką. Stała się festiwalem różności. To nie było już naszą formą. 

- Widownia zapełniona i aktywna. Czy to cieszy?

- Tak. Jest czas festynów. Zebrało się jednak dużo naszych, jak widzę i słyszę, fanów. To bardzo cieszy. Są ludzie lubiący poezję śpiewaną. Dlatego jeździmy w trasę i teraz jesteśmy w Ostrzeszowie. Z radością gramy dla widzących piękno w poezji, więc jest potrzeba takich tekstów. Cieszy mnie też to, że widownia śpiewa z nami i zna słowa piosenek na pamięć. Jednak ja przyznam, że lubię ciszę. Wtedy ja i słuchacze bardziej się skupiają na tych ważnych tekstach poezji, słowa bardziej wchodzą w ludzi i na dłużej w nich pozostają.

 
Bolesław Pietraszkiewicz, Krzysztof Myszkowski i Roman Ziobro (fot. Artur Grzanka)
- Dziękuję za autografy dla Czytelników. Proszę o kilka słów dla naszych Czytelników i fanów zespołu
.
- Powiem krótko. Kochajcie poetów i czytajcie wiersze, to będzie dobrze oraz to, że chętnie wrócimy do Ostrzeszowa.

rozmawiał : Wiesław Kaczmarek .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz