czwartek, 22 października 2015

Wiesław Kaczmarek rozmawia z Gwiazdami - Prof. Jan Miodek w Ostrzeszowie

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny / Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.

Jan Miodek - syn Franciszka i Janiny z Kowalskich. Absolwent II LO im. Stanisława Staszica w Tarnowskich Górach. W latach młodości marzył o zawodzie dziennikarza. W 1963 rozpoczął studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Po obronie pracy magisterskiej Nazwy miejscowe kulturalne typu Środa, Piątek, Wola, Osiek zaproponowano mu staż asystencki w tamtejszej katedrze języka polskiego. W 1968 poślubił Teresę Taczanowską, którą poznał w czasie studiów. Kilka lat potem urodził im się syn Marcin (obecnie doktor nauk humanistycznych i pracownik Instytutu Filologii Germańskiej UWr). Od 1968 obecny na łamach wrocławskiego dziennika Słowo Polskie, gdzie prowadzi rubrykę Rzecz o języku, zaś od 1987 do 2007 – w Telewizji Polskiej program Ojczyzna polszczyzna. Miał też cotygodniowy felieton w Dzienniku Zachodnim i comiesięczny w Śląsku.

Od 1995 prowadzi na żywo we wrocławskim oddziale TVP cykliczny program pt. Profesor Miodek odpowiada. Publikował również w miesięczniku Wiedza i Życie. W 1983 otrzymał stopień naukowy doktora habilitowanego, a także stanowisko docenta Uniwersytetu Wrocławskiego. Podstawę kolokwium stanowiły dwie książki – Rzecz o języku. Szkice o współczesnej polszczyźnie oraz Kultura języka w teorii i praktyce. Od maja 1989 jest dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. W 1991 senat tej uczelni przyznał mu stanowisko profesora nadzwyczajnego, a już w 1995 odebrał tytuł profesorski z rąk prezydenta Lecha Wałęsy. 20 października 2005 został doktorem honoris causa Pedagogicznego Uniwersytetu Wileńskiego, a 10 marca 2006 roku otrzymał ten tytuł na Uniwersytecie Opolskim. Od 2009 roku prowadzi na antenie TVP Polonia program Słownik Polsko-Polski, w latach 2009 - 2013 wraz z Agatą Dzikowską, następnie w okresie: wrzesień 2013 - czerwiec 2014 wraz z Magdaleną Bober, a od września 2014 roku do chwili obecnej współprowadzącą program jest Justyna Janus - Konarska. Podczas programu widzowie z Polski i zagranicy mogą zadawać pytania dotyczące języka polskiego za pośrednictwem internetowego komunikatora Skype lub wysyłając e-maile.



Tyle o profesorze informuje nas internet. Okazało się jednak, że mam możliwość spotkania się osobiście z profesorem Janem Miodkiem. Zostałem zaproszony przez pana Marka Cieplika do jego mieszkania . Profesor Jan Miodek odwiedza pana Marka zawsze, gdy jest w Ostrzeszowie. Przyjaźń ta trwa od lat, od chwili poznania tych dwóch panów przez profesora Jana Ślęka. Na umówione spotkanie stawiłem się w oznaczonym czasie. Po krótkiej prezentacji, już rozluźniony mogłem wsłuchać się w rozmowę obu panów. Profesor zaproponował, żebym się - narychtował.  


prof. Jan Miodek: Wiecie, jak czytam Pilota / M. Pilota i jego słownik gwary, to chyba nadal tak się mówi, to jakbym czytał książkę wystylizowaną. To jest intonacyjnie inne, ale poszczególne elementy słownikowe identyczne. I ryćka i antrejka (w piwnicy na ryćce stoją pyrki w tytce). I te cukierki - bombony w tycie, a na landrynki mówiono szkloki, ale już na cukierki nie mówicie bombony.

Wiesław Kaczmarek: Nie, nie słyszałem takiego słowa od wieków.

prof. Jan Miodek: Natomiast jeżeli chodzi o język literacki to dialekt wielkopolski dał najwięcej. To jedyny taki region, gdzie nie był syjazytoscyscyzaba, czyli brak mazurzenia w Wielkopolsce. Standard języka literackiego wielkopolskiego to brak mazurzenia sz, cz! Zachowanie się samogłosek nosowych ę i ą . Tak jak w Wielkopolsce obowiązuje w normie ogólnopolskiej. W dialekcie śląskim Górnoślązok powie - jo widza ta krowa, Ślązak opolski powie - widzam tam krowa, a Cieszyniok powie - widzem tym krowę a wy mówicie - widzę tę krowę. Są to różne wersje jednego zdania. Jak jadę z Wrocławia pociągiem do Poznania, to Żmigródm to jest polszczyzna standardowa, a od Kępna to już usłyszę - Kolejorz, stoł, widzioł i ta intonacja poznańska... Mówią też baniorz - to kibice Lecha na Kolejorza. Ja pochodzę z kolejowego miasta Tarnowskich Gór.


Wiesław Kaczmarek: Jak pan profesor postrzega nasze miasto? Pan Marek opowiadał mi, że obwoził i oprowadzał już kilka razy pana po Ostrzeszowie i okolicy.

prof. Jan Miodek: Moja żona jest z pochodzenia Poznanianką z domu Taczanowska. A jakiś jej pra pra był tutaj starostą ostrzeszowskim, więc ja mam szczególny sentyment do tych ziem szczególnie przez żonę, z którą przez 47 lat jakoś szczęśliwie przeżyłem. Może nie jakoś, ale bardzo dobrze .Mamy wspaniałego syna, cudownych dwóch wnuków i te względy rodzinne sprawiają, że ja ziemię wielkopolską szczególnie lubię i bardzo kocham, ale myślę, że ja nawet gdybym nie miał żony poznanianki, to i tak bym tę ziemię cenił za jej gospodarność, za jej schludność, za jej estetyczność. Proszę pana przecież ja dobrze pamiętam jazdy samochodem na pomorze zachodnie. Ruszało się z Wrocławia - wiadomo, stolica Dolnego Śląska. Jakoś to wyglądało, ale mijało się opłotki Wrocławia i zaczynały się te ponure poniemieckie budynki, opuszczone, zapuszczone, szare, ciemne, te walące się płoty. I nagle... Szwajcaria prawda... nie ten świat. No właśnie, bo zaczynały się miasta, miasteczka wielkopolski z tymi cudownymi ryneczkami. Nawet w PRL-u tak było. Jechało się przez te ziemie zupełnie nie z tej ziemi. Jeszcze PIŁA to były takie resztki tego, a później to już była Ziemia Koszalińska Wita i wracaliśmy do tego pejzażu, który opuściliśmy za Wrocławiem, tak więc Wielkopolska to była ziemia, która nawet w zgrzebnych czasach komunizmu jakoś się trzymała, zawsze estetyczna i kolorowa. Stała ludność, nie to, co ludność napływowa, bo oni nie wiedzieli, czy tam zostaną. A tutaj u was ta stabilność. Tak jak w tym mieszkaniu pana Marka czuję ten sentyment, bo wiem, ile ten dom lat sobie liczy i którym pokoleniem jest pan Marek nasz tu zacny gospodarz. I jest to ciepło/ Spoglądając na te portrety rodzinne jestem wzruszony, bo właśnie to jest ta ciągłość wielkopolska. A jak sobie jeszcze uświadomię, że wybiła się ta ziemia na niepodległość dzięki właśnie swojej pracowitości, swojej gospodarności... Przecież wszystko to, co najlepsze w historii Polski, stało się tutaj na tej ziemi i tutaj w ogóle państwowość polska się zaczęła, więc ja nie mogę nie mieć tego wyjątkowego sentymentu do was. A potem dobry los chciał, że ostrzeszowianin Jan Ślęk, którego żona była moją nauczycielką uniwersytecką tu mnie sprowadził. Później, gdy byłem pracownikiem uniwersyteckim, stałem się również człowiekiem telewizji i wtedy Jan Ślęk w pewnym momencie zaprosił mnie do prowadzenia swoich koncertów jako konferansjera i tak w pewnym momencie znalazłem się w Ostrzeszowie, do którego on wiernie przyjeżdża no i tu się nasza znajomość rozpoczęła z panem Markiem. Ilekroć jestem tutaj w Ostrzeszowie, jestem goszczony tak cudownie. Tylko profesor Ślęk zawsze upomina, żebym nie przyszedł pod wpływem, zresztą ja go zawsze upominam - Pamiętaj, ja tam przyjdę wesolutki, ale nie bój się, ja sobie dam radę.


pan Marek Cieplik: Panu Wiesławowi zawsze podajemy rękę, bo to jest jedyna osoba z tutejszych piszących do mediów, która tę tradycję ostrzeszowską, jej historię jak i historię regionu chce pociągnąć, przedstawić młodym i starszym, tym, którzy chcą ją poznać. Przekazuje ją od osób żyjących w tej gazecie. To jest ważne. Przekazuje moje opowieści, rozmawia z panem Tadeuszem Pacanowskim rannym pod Łomiankami, który już ma 97 lat, ostatnio spotkał się z panem Wiesławem Lachem, a w planach ma dużo więcej.

Wiesław Kaczmarek: Chciałbym wrócić jeszcze do piękna Wielkopolski, podróży, dróg i kolorów. Około roku wstecz bylem ponad miesiąc na terenach Lublin - Nałęczów - Kazimierz Dolny. Piękne te miejsca, lecz gdy tam jechałem autobusem lub samochodem, otoczenie byli dla mnie wstrząsająco brzydkie, zaniedbane, ruiny domów nie odbudowane, zarośnięte, bez płotów, same w nieładzie krzaki, taki dawny szary PRL.


prof. Jan Miodek: Tak, tutaj jest taki - ordnung/porządek i taka jest powiem wam Opolszczyzna. Powiem panu brutalnie: ja przez czterdzieści lat dopóki rodzice żyli jadąc do Wrocławia musiałem mijać ziemię opolską. Ja miałem alternatywę - albo do tego Wrocławia jechalem przez OPOLE, albo przez KLUCZBORK. Tak się ułożyły relacje etniczne, że jadąc przez OPOLE mijałem wsie autochtoniczne, natomiast jadąc przez Kluczbork mijałem wsie genetycznie śląskie, ale w 1945 roku zajęte przez repatriantów. No to znów były to dwa światy. Gdy jechałem tu przez te Krasiejowe typu Staniszcze, Chrząstowice, czyli te autochtoniczne wsie, było jak w Wielkopolsce... biało - żółto - kolorowo, kwiaty, pomalowane płoty. Jak jechałem przez Wołczyn - Kluczbork... ciemno, walące się płoty, stodoły itd. Powoli to się dziś wyrównuje, ale wracając do wcześniejszych moich słów. To było pokolenie, które uparcie twierdziło, że nic nie opłaca się w te ziemie inwestować. Tu przyjdą Niemcy i tak było nawet po roku 1980. Oni tkwili w tym zastoju. Ja wam powiem do bólu i szczerze - mój ojciec zmarł w roku 2002. Może był to rok 2001, może już 2002, w każdym razie tata zbliżał się do kresu podróży swojego życia. Tak sobie siedzimy w tych Tarnowskich Górach, tak sobie siedzimy i gadamy. I w pewnym momencie on pyta: Janek, wiesz tak sobie nieraz myślę, może ty to już tego nie dożyjesz, ale co ten twój Marcin zrobi jak kiedyś trzeba będzie ten Wrocław opuścić, bo prędzej czy wcześniej ten Wrocław do Niemiec wróci. Proszę zobaczyć myślenie tych ludzi. To było rocznik 1915, żołnierz września i on bidok kilka miesięcy do śmierci, on się martwi, co ten jego wnuk zrobi: Cholera, co ten twój Marcin zrobi. Ja mówię: Tatuś, co ty, no ale była w nim ta troska.

Wiesław Kaczmarek: Wracając do koncertu. Czy szykują się niespodzianki ze strony orkiestry dla widowni?

prof. Jan Miodek: Coś będzie dlatego, że w pierwszej części Jan Ślęk mówił mi: powiedz publiczności, żeby zapamiętali słowa, bo w drugiej części zaprosi do wspólnego śpiewania publiczność czegoś z Barona cygańskiego, jak również do finału, wspólnego zaśpiewania - Usta milczą dusza śpiewa. Poza tym Jan tak świetnie potrafi rozmawiać z publicznością, swymi śpiewakami, że na pewno będą ciekawe jego słowne wstawki z humorem. Ja opowiem w swoich wstępach o muzyce, o związkach Jana Ślęka z Ostrzeszowem, bo wiem, że jego to uczuciowo bierze. Powiem panu, że on 1 stycznia 2016 roku będzie świętował 60-lecie swej pracy zawodowej. 1 stycznia 1956 roku zaczął pracę w Operetce Dolnośląskiej - kupa lat! Jest waszym Honorowym Obywatelem. Być może władze miasta nie zapomną o tym jego Jubileuszu!? Na stare lata takim moim hobby jest śpiewanie w Sygit Bandzie. Jest taki inżynier, który stał się ekonomistą, a dziś jest biznesmenem - Maciej Sygit, utalentowany muzycznie człowiek i on zebrał swoich kolegów muzyków z czasów młodości i pozapraszał ludzi, którzy z nimi - grającymi na różnych instrumentach będą śpiewać. Ja jestem w gronie solistów tego- Sygit Bandu. Razem z rektorem uniwersytetu medycznego - ZIĘTKIEM, razem z profesor Chybicką i my w różnych miejscach Dolnego Śląska występujemy w koncertach charytatywnych i tylko w takich. Nie bierzemy pieniędzy. I lat temu chyba pięć myśmy tu przyjechali do Ostrzeszowa i daliśmy tu właśnie taki koncert charytatywny, a przed tym koncertem ja miałem spotkanie i wykład z mieszkańcami Ostrzeszowa. Jan Ślęk wtedy też do nas specjalnie przyjechał.


Wiesław Kaczmarek:  Kilka słów o swym programie w telewizji, radiu, planach?

prof. Jan Miodek: Ojczyzna - Polszczyzna była emitowana w latach 1987 - 200 . W 2007 roku ona padła, ale w 2009 zaczął się  Słownik Polsko - Polski, który nadal nadawany jest przez TV POLONIA w każdą sobotę o godz 17.00 jest premiera, a potem kilka powtórek. Od parunastu zaś dni obok Słownika Polsko Polskiego w TV POLONIA emitowane są takie trzyminutowe kawałki zatytułowane POLSKA z MIODKIEM. Ja przez te trzy minuty omawiam etymologię różnych nazw geograficznych Polski, nazw miast, nazw gór, rzek. Już poszło sześć odcinków, a w tę niedzielę będzie siódmy. Widzowie teraz mogą się łączyć przez Skype, więc się widzimy i rozmawiamy. Jest to jakaś modyfikacja formuły mojego programu profesor Miodek odpowiada. Słownik Polsko Polski ma zasięg ogólnoświatowy i widzę, że odzew tego programu jest większy na świecie, niż Ojczyzny - Polszczyzny. Mówią do mnie, gdy mnie widzą: o idzie ojczyzna - polszczyzna. Natomiast dla Polaków za granicą ten program, który teraz prowadzę, stał się bliższy oraz moje wyjazdy zagraniczne. Nie byłoby ich bez publikacji w TV Polonia, bo tam mnie świat ogląda, a Polacy przede wszystkim zapraszają mnie głownie do polskich szkół. Ostanie miesiące to podróże moje do Irlandii, w Paryża, Niemiec, a ostatnio do Belgii. Odbiór tych programów jest teraz bardziej europejski. Ten program jest teraz wybitnie skierowany na świat, chociaż widzowie z Polski też się zgłaszają. Na emeryturze planuję też jakieś moje wspomnienia wydać i na pewno będzie kilkanaście zdań o Ostrzeszowie, a może dużo więcej. Jest dziennikarz, który opiekuje się moją rubryką, którą niezmiennie od 1970 roku prowadzę we wrocławskim - Słowie Polskim (teraz Gazeta Wrocławska) Prowadzę tam rzecz o języku  To jest też rubryka, od której zaczęło się całe moje życie medialne. Ten dziennikarz chce zebrać te artykuły i gdy będę się zbliżał do emerytalnego wieku, coś ma zamiar wydać . Wspomnę, że nadal drukują moje artykuły w tej nowej Gazecie Wrocławskiej. Też są moje artykuły w Głosie Wielkopolskim oraz w Polska TIME. Gdy spotkałem się z księdzem Adamem Bonieckim, wspólnie ubolewaliśmy nad tym zakazem. Wtedy Ks. Adam Boniecki powiedział do mnie: Panie Janie, ale tyle nagród, tyle spotkań to ja nigdy nie miałem, co teraz. Pisałem też jakiś czas do TYGODNIKA POWSZECHNEGO, gdzie szefował ks. A. Boniecki. Nie trwało to długo niestety. On mi tak ogródkami tylko powiedział: Elita krakowska nie była zgodna/zadowolona, że ktoś z Wrocławia wchodzi na ich teren i pisze do krakowskiego tygodnika.


Wiesław Kaczmarek: Tradycyjnie poproszę kilka słów dla naszych czytelników oraz o wpis z autografem?.

prof. Jan Miodek: Cieszę się, że takie gazety regionalne/miejscowe wychodzą. Jest to znak tej nowej, suwerennej Polski. To są właśnie lokalne telewizje, radio i prasa. To jest coś cudownego. Chodzi tylko o to, żeby mieszkańcy to docenili, kupowali, wspierali. Słowo drukowane jest najważniejsze i młodzi to docenią. To jest to, co mnie w tej nowej Polsce cieszy - rozwój mediów lokalnych. Sercem i duszą jestem za i jestem z nimi. Chciałbym na koniec powiedzieć, że Ostrzeszów na pewno nie jest w ruinie! Pozdrawiam wszystkich państwa, wasze piękne miasto, czytajcie prasę waszą i kochajcie swe miasto bo piękne jest.

relację z spotkania spisał Wiesław Kaczmarek
zdjęcia : Wiesław Kaczmarek / Ostrzeszów /.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz