czwartek, 10 września 2015

Wiesław Kaczmarek rozmawia z gwiazdami - Gienek Loska w Ostrzeszowie

Wiesław Kaczmarek. Dziennikarz niezależny/Dziennikarz Obywatelski. Mieszkam w niedużym mieście OSTRZESZÓW w Wielkopolsce. W naszej miejscowości i regionie bardzo dużo się dzieje w Kulturze/muzyka – malarstwo – poezja – fotografia – historia i inne. Ostatnio regularnie umieszczam artykuły w gazecie: Nasze Strony Ostrzeszowskie oraz w prasie regionalnej. W tej redakcji znajdują się dziennikarze, którzy chcą ze mną współpracować oraz drukować w swej ciekawej gazecie moje artykuły. Interesuje mnie głównie fotografia reporterska. Brałem udział w dwóch wystawach fotograficznych. Na przełomie Lutego/Marca 2016 planowana jest moja wystawa Fotografii w Ostrowie Wlkp/Galeria 33. Urodziłem się w 1953 roku. Moja młodość to Wrocław lata 1970/81. Spotkania, koncerty w Piwnicy Świdnickiej – Klubie dziennikarza – Szklanym Pałacu / studenckim. Wspomnienia zespołów PAKT oraz ROMUALD & ROMAN, OSJAN, koncerty Cz. Niemena w Filharmonii  oraz sławny – Jazz nad Odrą. Tam też poznałem osobiście czołówkę gwiazd kina: B. Łazukę – K. Sienkiewicz – T. Rossa / podczas kręcenia filmu MOTOCROS. Czuję się wspaniale, młodo i chętnie rozmawiam z piosenkarzami, aktorami, ludźmi sztuki i fotografii. Jestem szczęśliwy i radosny.

Wiesław Kaczmarek z bohaterem swojego wywiadu
Oczekiwanie na koncert Genka Loski w Kawiarni BASZTA w Ostrzeszowie urozmaiciłem sobie szukaniem w Internecie informacji o wokaliście, co o nim sadzą jego słuchacze. Przyznam, było tego dość dużo i co przyjemne - w 90 proc. były to pozytywne wypowiedzi. Mnie jednak zainteresowała i bardzo utkwiła w pamięci szczególnie jedna, z 2013 roku: „...gdybym nie dowiedział się wcześniej, że jest taki facet jak Genek Loska - gdybym nie usłyszał, jak śpiewa, to bym pomyślał, że NIEMEN żyje i gra trochę bardziej rockowo. Genek Loska jest jedynym człowiekiem, który jest w stanie zaśpiewać utwory Niemena w tak wierny, choć nie identyczny sposób, z zachowaniem akcentu”

.
14 lutego, przed koncertem, przyglądałem się próbie i byłem już pewny, że będzie to jeden z ciekawszych występów, w których mogę uczestniczyć. To mnie bardzo ucieszyło, bo przyznaję, lubię i cenię Gienka Loskę. Przez myśl przebiegł mi rym: „z Gienkiem Loską będzie bosko!”. Nie wiem, skąd ta myśl do mnie przybiegła, ale sprawdziła się w całości. Dodam też tylko tę krótką informację: Gienek Loska a właściwie Hienadź Łoska, to wokalista i gitarzysta białoruskiego pochodzenia, który do Polski przyjechał w 1992 roku. Znamy go głównie jako zwycięzcę programu „X Factor”.

Wrocławski Rynek. Gienek Loska jeszcze z czasów sprzed
X Factora wykonuje zeppelinowski "Stairway to Heaven"
(fot. Sławek Orwat)

Pełna widownia, oklaski i wspólne rytmiczne klaskanie w czasie utworów, wspólna rozmowa Gienka z widownią powodowały wspaniałą, rzadko spotykaną atmosferę, czyli było bosko. Koncert rozpoczął utworem „Paszport” - w całkiem nowej aranżacji, jak sam wspomniał: „nie poznacie tego utworu”. Następnie „Hazardzista”, „Bilet”, „Zatańcz z nami”, „Jednego serca” - wymieniam tylko polskie utwory, a było też dużo zagranicznych standardów. Po tym wspaniałym, ponad dwugodzinnym koncercie udałem się na rozmowę z Gienkiem Loską.

- Z tego co się orientuję, bardzo długo grałeś na ulicy. Czego to Cię nauczyło?

- Przede wszystkim pokory. Ulica powie ci prawdę – jeżeli jesteś dobry, to zarobisz, ale jeśli jesteś do bani, nikt ci nie będzie płacił. To najlepsza weryfikacja, bo nikt nie zmusza ludzi, żeby stali, słuchali i wrzucali do futerału monety. Albo im się podoba, albo nie. Powiem ci tak: chciałem, abyśmy w tej kawiarni przenieśli się do tego, co robiłem kiedyś na ulicy. Mówię o rozglądaniu się za publicznością szczerą, szukającą jakiejś atrakcji, dobrze się bawiącą. Zadowolenie jest wtedy obopólne. Nie raz, grając na ulicy, muszę pierwsze dwa kawałki poświęcić do tzw. rozgrzania się. Te utwory są próbą przed następnymi utworami i być może są niedoskonale wykonane, ale niestety nie da się tak stanąć na ulicy, wziąć instrument i zaraz grać i śpiewać doskonale.


fot. Sławek Orwat
Za każdym razem wybieram inne utwory, aby być sprawiedliwym. W tym czasie muszę też przyzwyczaić i zachęcić podchodzącą publiczność. Oprócz oczywiście ludzi podchodzących i pytających o zrobienie ze mną zdjęcia trzeba coś zaprezentować muzycznie. Jest to rodzaj hazardu - uda się czy się nie uda. Bo na ulicy słuchacz może odejść natychmiast, gdy mu się nie podoba. Nie wrzuci datku. Tych rzeczy nie może tak łatwo zrobić będąc na koncercie zamkniętym w sali. Po prostu wsłuchuję się, oceniam szybko i wybieram co zagram, aby ich zatrzymać, więc cała ta sytuacja, występ uliczny jest bardzo ryzykowny, nawet dla najlepszego grajka, piosenkarza. 

- Wygrałeś talent show, ale samo to nie zapewnia sukcesu. Jak wygląda praca w Waszym zespole?

W zespole jest konflikt osobowości, konflikt charakterów i w ten sposób tworzy się muzyka. Siedzimy i robimy nowe kawałki. Każdy ma najpierw jakiś pomysł w głowie, a potem, spotykając się razem, wprowadzamy to w życie. I to właśnie można usłyszeć na naszych koncertach w dużych salach, choć teraz częściej występuję tzw. akustycznie. Poszukując składu w Warszawie, mój dawny znajomy z Krakowa - Marcin Młynarczyk oraz ja, po różnych perturbacjach zmuszeni byliśmy wziąć Jaśka Kota na zamianę. Marcin tak dobrze go przygotował, w sposób toporny po góralsku, po limanowsku w sposób fajny i skuteczny. Zagraliśmy razem w Ostrołęce, a wczoraj w Ostrowie Wlkp. i wyszło tak dobrze, że pomyślałem - nie ma co tego składu zmieniać. Dzisiaj jesteśmy tutaj w Ostrzeszowie i zobaczymy co dalej.


fot. Sławek Orwat
- Wynika z tego, że lubisz grać w mniejszych klubach?

Tak, podobnie jak w waszej kawiarni. I to też jest ryzykowne. Przychodzi przecież różny wiekowo przekrój ludzi, różnie oczekującej i dość szybko weryfikującej artystę. Czy otrzymają to co chcą i wyjdą zadowoleni...? Inny też, bardziej intymny bliskością, jest kontakt ze słuchaczem, widz wszystko wychwyci - od sztuczności po pomyłki, błędy. Tutaj nie ma udawania, bo stracisz wtedy swego słuchacza. Mam listę około 20 utworów, ale ta lista jest cały czas uzupełniana, zmieniana nawet w trakcie koncertu, bo obserwuję widownię i rozmawiam, czego oczekują. Trzymam więc i buduję na żywo i w czasie występu moje utwory, które będę grał i śpiewał, a to nie jest łatwe.

- Wybacz, że pytam, ale kilka osób prosiło o to - zdradź też kulisy swojego uzależnienia od alkoholu. Jeżeli nie chcesz, nie odpowiadaj.

- Przyjechałem do Polski i pogrążyłem się w coś, co nie było pewne nawet do następnego ranka. Bałem się, że społeczeństwo mnie odrzuci jak jakieś ciało obce. Ciężko mi było w tym trwać i zacząłem to sobie tłumaczyć właśnie rock'n'rollem. Myślałem wtedy, że mi można, a nawet mi się należy. Jednocześnie wiedziałem, że robię straszne dziadostwo dla siebie, mogę wpaść po uszy i pogrążyć się. Potem nastąpił rok załamania w moim życiu, podczas którego miałem czas na przemyślenia i zaczęcie wszystkiego od nowa. Teraz znów zaczynam od nowa jakiś etap w moim życiu, ale teraz chcę to zrobić porządnie. Bo to wszystko jest rock'n'roll, ale już bez alkoholu.


Spotkanie autora Muzycznej Podróży z Gienkiem Loską we wrocławskiej Galerii Dominikańskiej
- Występujesz, grasz i śpiewasz od...?

- Występuje już od siedemnastego roku życia, a właściwie od dziecka, kiedy żyłem skromnie i często biednie. Ratowałem się w złych, głodnych i smutnych chwilach śpiewem i grą na instrumencie. Wlatywałem wtedy w świat marzeń o szczęściu i lepszym jutrze. Oczywiście były to marzenia i takie proszenie Boga o to lepsze. Za dwa lata mógłbym podsumować takie 25-lecie mojego grania. I być może coś takiego się stanie, jeżeli będzie takie zapotrzebowanie. Podobnie jak jest to porównywanie mnie i zawsze muszę zagrać chociaż ten jeden utwór Niemena, a szczególnie „Jednego serca”, ale jest to miłe. Dlatego dzisiaj dla słuchaczy zagraliśmy specjalnie jam session, czyli taki przegląd starych utworów, standardów bluesowych, klasyków kolorowych - jak nazywam. Mam nadzieję, że podobał się nasz jam, bo włożyliśmy w niego serce swe. Podziękowania dla Bartka Borówki i wszystkich zgromadzonych w Kawiarni Baszta. Czytelników pozdrawiam bardzo i zapraszam w przyszłości, gdy będę znów w Ostrzeszowie.


rozmawiał : Wiesław Kaczmarek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz